Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

26.09.2012
środa

Ataki i kontrataki.

26 września 2012, środa,

Nie słabnie walka o centra polskich miast i dusze mieszkańców. Najnowsze doniesienia z trzech frontów walki nie napawają optymizmem. Oto frontowe meldunki z Zielonej Góry, Wrocławia i Łodzi. Wszystkie z ostatnich dwóch dni.W Zielonej Górze prasa dostrzegła czwartą rocznicę powstania wielkiej galerii handlowej „Focus Park”.

fot. R. Dominiak/Wikimedia Commons

Rocznica, jak rocznica. Raczej mało efektowna. Ale mimo wszystko warta odnotowania, albowiem to centrum handlowe, jak rzadko gdzie indziej, kompletnie odmieniło centrum miasta. Według przeprowadzonych szacunków, z ul. Bohaterów Westerplatte, która wcześniej była główną arterią handlową miasta, odpłynęło do nowej placówki około 70 proc. klientów. Lekko opustoszało także Stare Miasto, po deptaku Alei Niepodległości przemykają jedynie nieliczne mamy na spacerach z małymi dziećmi (liczne spacerują po Focusie). Ale okazuje się, że nowe centrum nie tylko kompletnie rozbroiło dotychczasowy handel w mieście, ale też – dzięki multipleksowi – przyłożyło się do upadku co najmniej dwóch starych, zasłużonych kin. Można więc powiedzieć, iż stare zielonogórskie centrum miasta poniosło klęskę na całym froncie i – póki co – definitywną. Byłem tam kilka miesięcy temu i z żalem potwierdzam.

Z kolei Wrocław, mimo licznych centrów handlowych, skutecznie bronił swego dotychczasowego wielkomiejskiego centrum skupionego wokół Rynku i Starego Miasta. Mądrze zagospodarowane, z dobrą energią ściąga tłumy. Aliści czytam, że planowana jest zasadnicza rozbudowa galerii handlowej „Bielany”. Po przebudowie będzie największą tego typu placówką w kraju (170 tys. m.kw.) z wieloma nowymi – jak zapewnia szefostwo centrum – atrakcjami. Czy w nowej formule będzie w stanie rywalizować o miano nowego centrum miasta? Nie wiem. Mam nadzieję, że nie.

I wreszcie doniesienia z Łodzi O tyle ciekawe, że nie mówią o kolejnej inwazji wielkopowierzchniowego handlu, ale o… kontrataku starego centrum. Starego, czyli ul. Piotrkowskiej, która – trzeba to przyznać – podupadła strasznie. Fot. Konrad Kłoszewski/Wikimedia Commons

Próbowano na różne sposoby, powołano nawet tzw. managera ulicy. Bez specjalnych rezultatów. „Manufaktura” okazała się rywalem nie do pokonania. I oto poinformowano, iż rozstrzygnięty został przetarg na remont Piotrkowskiej. Za blisko 50 mln. zł. firma Starbag wymieni nawierzchnię ulicy, zasadzi drzewa,ustawi nowe ławki, latarnie, stojaki na rowery, kosze naśmieci i kwietniki, przebuduje skrzyżowania. Na pewno będzie ładniej, ale czy to wystarczy, by mieszkańcy Łodzi masowo wrócili na Piotrkowską? Wątpię. Tu trzeba czegoś więcej: atrakcji, które  potrafią rywalizować z pokusami wielkiego, handlowego centrum. Ale za samą próbę kontrataku – duży PLUS!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Pochodze z Zielonej Góry i muszę ze smutkiem stwierdzić że deptak nie żyje. Lecz należy dostrzec całość problemu: na deptaku jest kilka miejsc gdzie można by się pobawić do późnej nocy, ale jedne są za małe, a drugie zdominowane przez pseudodorosłą gimnazjalną młodzież. Ostatnio z rynku wyniósł się pewien niemiecki bank, przez co można było otworzyć kawiarnię (w końcu), ale największym problemem są właściciele kamienic. Nie życzą sobie hałasów więc protestują przeciwko otwieraniu nowych klubów, wystawianiu ogródków piwnych i zwiększają czynsze tak że tylko banki dają radę je płacić. Więc to nie Fakus park zabił śródmieścia, jedynie rozpoczął ten proces, lecz jego nadmiernie miłujący spokój mieszkańcy. Poza tym w Focusie nie można miło spędzić czasu a ostatnio nawet czegokolwiek kupić.

    Ja chce stary deptak !

  2. Bardzo fajny wpis.

  3. Ten koszmar handlowy niszczy polskie miasta. Zwykle samorządowcy podejmują te radosne decyzje. własnymi rękami zaciągają pętle na szyje miastom, które reprezentują . Praktycznie wszędzie powtarza się ten sam scenariusz: powstaje centrum-czarna dziura i wkrótce jeden po drugim padają uliczne sklepy i usługi. Różnorodność oferty jest spłaszczana do jednego wymiaru : banki, oddziały, ekspozytury, pożyczki, kolektury, bankomaty – ale tylko na ulicach prowadzących do czarnej dziury. Pozostałe ulice zaczynają straszyć zamalowanymi na biało witrynami (wersja „elegantsza”), lub witrynami oblepianymi szmatami reklam (wersja podstawowa).
    Nie chodzi o totalny zakaz budowania centrów. chodzi o to, że wprowadzajac takie narzedzie gospodarcze, ekonomiczne, ale i – w nie mniejszym stopniu – urbanistyczne i architektoniczne – nikt nie pomyślał o narzędziach zapewniających utrzymanie równowagi. Mówi się o „zrównoważonym rozwoju”, ale zwykle bez zrozumienia. A przecież wielkie centra-czarne dziury nic nie mają wspólnego ze zrównoważonym rozwojem miast.

    Inna rzecz, ze w skali międzynarodowej zauważa się, że nie jest łatwo ulicom handlowym walczyć z taką konkurencją. W pojedynkę żaden uliczny sklepikarz czy usługodawcą nie ma szans. Ulica nie jest jego, a on jest małym lub co najwyżej średnim przedsiębiorcą, a nie megahandlarzem spoza horyzontu.

    Zadziwiający jest brak refleksji i brak akcji w tej sprawie. Ale tak naprawdę nie ma co się dziwić, bo tylko garstce mieszczan zależy na wyglądzie i jakości życia własnego miasta. Wystarczy zresztą popatrzeć na polski krajobraz architektoniczny. Gdziekolwiek. A niedawny przerażający raport Polityki na temat Zakopanego jest tylko jednym z obrazków tej smutnej wystawy.

    Łódź zmarnuje te miliony wydane na Piotrkowską. To jest pewne.
    Po pierwsze bowiem trzeba prowadzić działania wybitnie interdyscyplinarne, by mieć szansę na zmianę złego stanu rzeczy. Po drugie trzeba to robić równolegle i równocześnie. Sam remont nie załatwi sprawy. Będzie sztuczny i niecelny, bo nie zdefiniowano celów, nie sformułowano strategii i nie ma planów realizacyjnych i monitorujących. Chyba, że to wszystko jest. Łódź czyniła pewne przymiarki do zmiany historycznego centrum za pomocą partnerstwa publiczno-prywatnego. Zdaje się jednak, ze bez większego powodzenia. A poza Łodzią, a i pewnie jednak z nią – „marne-szanse”.

  4. To bardzo ciekawa i przenikliwa opinia. Dziękuję!

  5. Krotko, dodam jeszcze, że za czasów rządów PIS, z inicjatywy bodaj Samoobrony, próbowano mocno ograniczyć powierzchnie w mega sklepach, stawiając w przepisach próg wielkościowy , wymagający zgody urzędowej. Oczywiście nie miłość do dobrych miast była motywem tego rozporządzenia. Inwestorzy dostali chwilowej trzęsiawki i gwałtownie przyspieszyli budowy takich odkurzaczy, ale szybko przepis sczezł z powodu niezgodności z prawem. I dalej – jak nic nie było, tak i nie ma.
    Jednym ze środków zaradczych mogłoby być co prawda wprowadzanie w gminach dobrych planów zagospodarowania przestrzennego, nie dopuszczających mega-centrów, ale są „ale”.
    Samorządowcy lubią te czarne dziury (kasa od inwestora, przy okazji przebudują okoliczne dawno zaniedbane skrzyżowanie i posadzą trawkę, o którą samorządowcy nie dbają, bo w Polsce to jest niemozliwe by posadzić przy ulicy trawę i dalej ją mieć choćby za 2 lata). Poza tym uważają, ze jest wolność gospodarcza i każdy może robić co uważa. Dalej, przy takich inwestycjach temu i owemu się los poprawi. Wreszcie – po co robić plany zagospodarowania przestrzennego? To kosztuje, to jest mozolne, a i po prawdzie, z jakościa tych planów bywa mocno różnie. Kiedy plany są, to zobowiązują. A jak ich nie ma, to hulaj Tomku w polskim domku…
    Niby decyzje o warunkach zabudowy też nie mogą być woluntarystyczne, ale wiadomo – żyć trzeba. I poza tym, niska świadomość obywatelska pozwala na przepychanie rzeczy zdumiewających.

    Ciekawią mnie kolejne obserwacje szanownego autora. To ważna tematyka, leżąca głębokim odłogiem. Dzięki za „Wrzask w przestrzeni”.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php