Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej

24.02.2012
piątek

Pokiereszowane Mazury

24 lutego 2012, piątek,

Kochamy Mazury. Chętnie spędzamy tam wakacyjne tygodnie. Ale czy się im bliżej przyglądamy? Czy poza urokiem jezior i lasów dostrzegamy jeszcze to, co się dzieje z tradycyjną miejscową architekturą?  A dzieje się kiepsko. Uzmysłowiła mi to pewna lektura.

Wszystko za sprawą zgrabnej, niedużej książeczki „Murowany dom wiejski w krajobrazie kulturowym Warmii i Mazur” (wydawnictwo Naukowe Scholar), którą otrzymałem od jej autorki p. Kamili Storz (dziękuję).

Tytuł raczej mało zachęcający, sugerujący dziełko dalece specjalistyczne.  Ci, którzy kochają Mazury zapewne pochłoną je od początku do końca, bo jak się okazało wcale nie rozwlekła narracja prowadzi czytelnika trochę przez historię terenów, trochę przez historię lokalnej kultury i społeczności. A sporo tam ciekawostek i wygrzebanych skądś fajnych informacji. Mnie jednak najbardziej zainteresowały ostatnie rozdziały książki, w których mowa o współczesnej kondycji tego oryginalnego, endemicznego stylu architektonicznego.

 

 

Dla niezorientowanych – by wiedzieli, o czym mowa. Fot. dzięki uprzejmości Wyd. Naukowego Scholar i Kamili Storz

 

I jeszcze jeden świetny przykład. Fot. dzięki uprzejmości Wyd. Naukowego Scholar i Kamili Storz

Fragmenty o tym, jak po II wojnie światowej napływowa ludność zamalowywała (a z czasem – tynkowała) oryginalne ceglane mury. Jak masowo sadzono drzewa i krzewy, by odgrodzić się od jeziora. Jak niszczono wszelkie architektoniczne detale, bo „kojarzyły się z Niemcami”. A z czasem, jak stawiano nowe budynki we wszystkich możliwych stylach (najpowszechniejszy to „podlasko-norwesko-zakopiański”), z wyjątkiem tego naśladującego lokalne wzory. Jak krótkowzroczność mieszkańców i pazerność tzw. miastowych (głównie Warszawiaków) oraz źle rozumiana, przez jednych i drugich, nowoczesność ostatecznie zniszczyły niepowtarzalny krajobraz i architekturę mazurskich i warmińskich wsi. Jak rzadkie i nie zawsze trafione są próby odbudowywania dawnego stylu w nowych realizacjach.

 

 

Można podziwiać resztki dawnej świetności. Fot. dzięki uprzejmości Wyd.Naukowego Scholar i Kamili Storz.

Czytałem i myślałem sobie, że przecież podobną książkę można by napisać o każdym regionie Polski. Wszędzie, od Pomorza po Bieszczady, od Tatr po Żuławy, można się natknąć na prześliczne fragmenty przeszłości i wszędzie nakłada się na nie bezmyślność kolejnych pokoleń. Zmasakrowane pseudonowoczesnością miasteczka i wsie ledwie dają pojęcie o dawnym, niezwykłym klimacie. Dlaczego tak wspaniale potrafiono ochronić w masowej skali urbanistyczną tkankę we Włoszech, Hiszpanii, Francji, Niemczech czy Szwajcarii. Ale już nie w Polsce?

Rozumiem panią Kamilę, gdy w swojej książce domaga się (bezsilnie?) ratowania tego, co się ostało. I nie wiem, czy ją pocieszy czy zmartwi świadomość, że na drugim końcu Polski wrażliwi ludzie mają ten sam problem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 26

Dodaj komentarz »
  1. Książka może być ciekawa, gdzie ją można nabyć?
    Czy będzie w przyszłości na blogu jakaś notka o paskudnych reklamach i telebimach zaśmiecających polskie miasta?

  2. Jedną z przyczyn tego „barbarzyństwa”, upatruję w zbyt późnym umożliwieniu przesiedlonym mieszkańcom wykupu od gmin nieruchomości poniemieckich. Jakby samo państwo „czekało na Niemca”.
    Ludzie nie czuli się na swoim. Niektórzy mieli możliwości inwestycyjne.
    Moja żona pochodzi z podolsztyńskich Jezioran, już 32 lata obserwuję tę sytuację.
    Ostatnio dostrzegam postęp związany z pieniędzmi unijnymi
    Pozdrawiam
    PS
    Jaka piękna jest cegła klinkierowa, a nawet goła cegła.
    Jaki piękny jest brytyjski kamień, nawet na niskim murze.

  3. Proponuję przez stronę internetową wydawnictwa: http://www.scholar.com.pl. A w sprawie reklam? Oj, będzie i to nie raz, bo to jedna z największych szpetot naszego krajobrazu miejskiego (a bywa coraz częściej, że i małomiasteczkowego oraz wiejskiego)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Już ładnych lat temu parę Daukszewicz śpiewał:
    „Wokół góralskich domków zlot
    i cepeliowska architektura
    nie widać już mazurskich chat; więc
    więc niebo płacze na Mazurach”
    („Deszcz pada na Mazurach”)

  6. Ciesze sie,ze powstal panski blog 🙂
    Na pewno bede tu zagladac.Niesmialo jednak napomkne,ze te wszystkie paskustwa projektuja panscy koledzy po fachu i oni wydaja pozwolenia na budowe tychze 😮

    Kiedys istniala taka funkcja,jak architekt miejski.Czy teraz juz nie???
    Pytam,bo nie mieszkam w kraju od ponad 20 lat,wiec nie jestem w temacie na biezaco.

    A Polska rzeczywiscie reklamami …….straszy!!!!

    Pozdrawiam.

  7. TAK książka jest bardzo dobra i wpisuje się w trend odkrywania architektury regionalnej (bez nacjonalistycznych dodatków !). Na rynku pare miesięcy. Tak się sklada że tego typu pozycje (Dom wiejski, Karczmy, Poczty) można dostać na Allegro (to JEST reklama !). Również wydania z lat 50-ych. Jeżeli chodzi o architekturę na Ziemiach Zachodnich to można korzystać z niemieckich opracowań jakie w latach 30-40 byly wydawane. Są to żeby bylo jasne – inwentaryzacje. Zwykle wiejskie chaty – rzuty pomieszczeń, fasady i opracowania zbieram je od paru lat. Pozycją tego typu jest też „Projektowanie architektoniczne i budownictwo regionalne” z serii „Dokumentacja budowlana5” autorstwa Wandy Bogusz. Omawiane są przyklady zabudowań „ogólno dostępnych” czyli wiejskich. Tak się tez sklada ze w internecie znalazlem stronę o nazwie :
    http://www.polskadrewniana.pl
    Prezentowane projekty i realizacje Architekta są b. ciekawe i dobrze wpisują się w otoczenie. Widać respekt przed otoczeniem !
    Tak czy inaczej trzeba jednak pamiętać że Mazury byly już „ludne” kiedy Roman Polański kręcil „Nóż w wodzie” – pilnowano żeby inne lodzie nie wchodzily na kurs jachtu „Christine” !

    PS.
    Jacht „Christine” jest w hangarze jednego ośrodka w Giżycku i czeka na wybawcę…!

  8. O paskudztwach można napominać bez nieśmiałości, albowiem ja nie mam z tym nic wspólnego i żadnych tam kolegów. Nie jestem z wykształcenia architektem, a moją bronią jest raczej wrażliwość i wkurzenie, a nie zawodowe kompetencje.

  9. Witam Wszystkich i dziękuję za przychylne książce komentarze.
    ST44 – książka jest dostępna w księgarniach internetowych i „zwykłych”. Zgodnie z Panem Sarzyńskim polecam stronę www Wydawnictwa Scholar. Książkę powinno się tam nabyć, w dobrej cenie, bez większego kłopotu.
    Stasieku – wiem o czym Pan mówi, sama wychowałam się w służbowym domu. Pozwolę sobie mieć jednak nieco odmienne zdanie. Zjawisko, o którym Pan pisze dotyczy kilku (może kilkunastu) procent Przesiedlonych. Z kolei „na swoim” nie czuli oni się bez względu na to, czy dom był gminny, służbowy czy też po prostu zajęty po Wschodnioprusakach. Tak to zwyczajnie już jest, pominąwszy nawet kontekst historyczny. Czym innym jest jednak niemożność dokonania remontu, a wobec tego podjęcie jedynie działań zapobiegających niszczeniu budynku. A czym innym brak działań, bierność. Na zasadzie „nie moje to niech drzwi wiszą na jednym gwoździu w futrynie”. Czym innym jest niedbalstwo, a czym innym bieda. Zresztą, o paradoksie!, lokalne domy najlepiej zachowały się tam, gdzie ich nie…remontowano. To pseudoremonty – przyduszanie cegły styropianem i nieszczęsne, extra szczelne plastikowe okna przyczyniły się zniszczeń, o których piszę. Z kolei za pozwolenia na owe remonty odpowiadają urzędnicy. Trudno dziwić się szaremu człowiekowi, że nie wie – bo i skąd? – o tym, że np. cegła przyduszona styropianem drastycznie traci na swej prawidłowej funkcjonalności.
    murator – do podanej przez Pana listy lektur dopisuję książkę Pani I. Liżewskiej „Tradycyjne budownictwo wiejskie na Warmii i Mazurach”.
    Ana – myślę, że największym wrogiem naszego krajobrazu są katalogi projektów gotowych oraz chęć odróżnienia się za wszelką cenę od…sąsiada. Upatrywanie oryginalności w różnorodności.

  10. Ja obserwuję co się wyprawia w moim mieście na osiedlach domków jednorodzinnych. Jedno z takich osiedli to szeregówki. Z racji wąskich działek domy budowano w górę, niestety urzędasom nie przyszło do głowy by wymusić jednakową wysokość budynków stojących w jednym rzędzie, nie wspominając już o narzuceniu jednego projektu dla całej ulicy. Mamy więc różnorodność elewacji, rozmieszczenia okien, a co nowszy dom to wyższy chociaż o rząd pustaków od sąsiada. Słowem – koszmar.
    A propos strasznych reklam, szyldów itp polecam tego bloga:
    http://ratunkugrafika.blogspot.com/

  11. Za uwagi i podpowiedź blogu dziękuję (rzeczywiście nie znałem – jest fajny, już dodaję do ulubionych). Szkoda tylko, że od wielu miesięcy nieaktywny – aż by się chciało poczytać nowe wpisy. A może by tak chciało się Pani pstryknąć jakieś zdjęcie rzeczonej, rodzinnej ulicy i mi podesłać? Chętnie opublikuję. Nie, żeby się naśmiewać, ale ku przestrodze.

  12. Panie Piotrze chętnie podzieliłabym się zdjęciami, niestety żadnych nie mam pod ręką, a w mieście rodzinnym bywam rzadko. Od kilku miesięcy przebywam w Rzymie i muszę powiedzieć, że tu też potrafią straszyć. Wystarczy ruszyć się ze starszej części miasta (ta na szczęście dość dobrze broni się przed brzydotą) do najnowszej dzielnicy EUR.
    Autor wspomnianego bloga (mój krewny) przerzucił się najwyraźniej na inne tematy poruszane na innych blogach, ale może uda się go zachęcić do powrotu, bo ma oko do wypatrywania reklamowych brzydot i ciekawy styl pisania.

  13. Rzym znam tylko od tej dobrej „starej” strony i niech tak zostanie. Jako prawdziwy italianofil wolę nie tracić złudzeń. A co do zdjęcia – poczekam, może kiedyś nadarzy się okazja. Zresztą jakiś przykład tego, że źle dzieje się nie tylko u nas też mógłbym pokazać. Ku pokrzepieniu ser.

  14. @Kamila Storz, 9:16
    Zgadzam się z Pani uwagami, dlatego napisałem Jedną z przyczyn tego „barbarzyństwa”, upatruję (…).
    Serdecznie pozdrawiam.

  15. Siostra żony mieszka w Manhasset NY, w już trzecim domu w tamtej okolicy.
    Przedostatni, budowali po wyburzeniu starego, właściwie od podstaw na pięknej działce.
    W tym kraju wolności, każdy duperel musiał być zatwierdzany w miejscowym urzędzie.
    Pamiętam jakąś koszmarną awanturę dot. szczegółów okien.
    Tam nieostrzyżony trawnik, jakieś podejrzane parkowanie powoduje wizytę „służb”.
    Dlatego osiedla klasy średniej wyglądają ślicznie, cieszą oko, ludzie są uśmiechnięci nawet w kryzysie.

    A w Józefowie k. Otwocka, gdzie niektóre domy wyglądają na ca 1 mln USD. (basen, kort, powierzchnia) gmina nie wybrukowała dróg osiedlowych, nawet ich nie utwardziła. Pamiętam tanią technikę utwardzania z prowincji norweskiej. Przynajmniej nie widziałem tam muld.
    U nas niedbalstwo drogowe to chyba przyczyna genetyczna.
    A wzór był zawsze o rzut kamieniem…

  16. Wzór do naśladowania był niedaleko, ale gdzie indziej niż wzór naśladowany. A tego szukać należy raczej na wschodzie, a nie zachodzie, północy czy południu.

  17. Drodzy Państwo, o tym co jest źle wie każdy z obecnych na forum. Problem jest innej natury. Wydaje mi się, że grzechem nas, tych „świadomych” jest nie tyle brak inicjatywy co nieco brak odwagi. Często budujemy sobie estetyczne enklawy, domy takie, jakimi być powinny, a brakuje nam odwagi by zareagować jeżeli na pobliskiej działce sąsiad stawia rzeczony koszmar architektoniczny. Namawiam, egzekwujcie Państwo zapisy w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego (MPZP), a jeżeli nie to tzw. Zasadę Dobrego Sąsiedztwa. Owszem, zapisy w nich są często symboliczne. Jeżeli jednak można je interpretować w „złą” stronę, to przy odrobinie oślego uporu także w „dobrą”. Dlaczego ten, który walczy o obiektywną, bo merytoryczną prawdę posądzany bywa o złą wolę, przemądrzałe mentorstwo, a beztrosko szpecący nasze dobro wspólne – przestrzeń, krajobraz – jest niedotykalny? Wyjdźcie Państwo beztroskiemu zadufaniu naprzeciw.

  18. Książka p. Kamili jest świetna, też ją kupiłam. Tylko, że potem przyszła smutna refleksja: książki książkami, ale ta ludność, która niszczy zabytkowe domy, nigdy ich nie kupi i nie zastosuje tego, co tam jest pokazane. Mnie aż szlag trafia, kiedy patrzę, co wyprawiają ludzie z budynkami w mojej rodzinnej wiosce pod Olsztynem. Tutaj potrzebne są odpowiednie przepisy i kontrola – inaczej nie da się ukrócić budowlanej samowoli.

    Z drugiej strony, potrzebny były ktoś, kto zrobiłby to samo, co zrobił Witkiewicz (ojciec) w Zakopanem: zaprojektował styl budownictwa i wytrwale go promował wśród lokalnych notabli, tak, że zapoczątkował nową modę. Owoce są widoczne do tej pory: Zakopane i okolice mają swój unikalny, łatwo rozpoznawalny styl architektoniczny, i to przyciąga turystów. A skoro turyści przyjeżdżają, miejscowi widzą, że warto się tego trzymać – i kolejne budynki także są budowane w taki sposób. Dlaczego tak nie może być na Warmii?

    A gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak wygląda warmińska architektura i krajobrazy, polecam fotobloga znajomego:
    http://drugikrokwchmurach.blogspot.com/

  19. Uważam, że to, co obserwujemy w przestrzeni jest obrazem zmian głębszych i bardziej złożonych, które dokonują się na naszych oczach, również w naszym kraju.
    Przytaczacie Państwo różne przykłady miejsc, gdzie przestrzeń wydaje się być bardziej uporządkowana, a prawo ściślej przestrzegane. Zgadza się. Dla jasności obrazu ukazującego szacunek dla przestrzeni zastanej można, a nawet trzeba strzelać z dużego kalibru, i to ciągłą serią, bez pardonu: Brugia, Amsterdam, Tuebingen, Florencja, Strasbourg, Valencia, Porec, Czeski Krumlov, Dania, Holandia, Skandynawia, Prowansja, Alzacja, Toskania… Tak, jest wiele miejsc na kontynencie, który zwykliśmy nazywać „Starym”, miejsc zasiedlonych przez człowieka, przez człowieka kształtowanych na przestrzeni pokoleń, w których czas zdał się zatrzymać, a które cieszą duszę estetyczną harmonią.
    Zauważmy jednak, że to wymaga wkładu całej lokalnej społeczności: od najwyższego urzędnika po szeregowego obywatela. Nie jest tak, że ład płynie jedynie z prawa. On płynie przede wszystkim z nas samych, naszego zaangażowania i zrozumienia. Płynie też z zasobności portfela. To ostatnie może trywialne, może nie tak górnolotne, ba, wręcz przyziemne. Ale istotne. By zachować budynki w dobrym stanie potrzebna jest wiedza, lub chociaż świadomość, i potrzebne są pieniądze. I znaczenie ma fakt, czy będziemy je wydawać z głową. Pokrzepieniem niech będzie świadomość, że piękne miasta, miasteczka i wsie nie leżą tylko w najbogatszych częściach Europy. Kto widział Czeski Krumlov, Porec, czy choćby Glashutte w okolicach Baruth ten z pewnością to przyzna. Nawet jeśli Drezno czy Erfurt leżą w Niemczech, to nie na terenach dawnego RFN, a to robi różnicę. Te miasta odbudowują się z mozołem, lecz konsekwencją i nikt nie pompuje w nie miliardów euro, jak np. w Berlin, który, nota bene jest najbardziej zadłużonym miastem Niemiec, przez parlament Bawarii porównywanym wręcz do Aten. Więc pieniądz jest potrzebny, lecz potrzebna też do tego umiejętność jego zarządzaniem. A to, niestety, w naszym pięknym kraju często kuleje. Czego jest to efektem? Może pewnej wrodzonej odmienności priorytetów. W architekturze od wieków obowiązywały zasady określone przez Witruwiusza, zawarte w zestawieniu trzech słów i panującej między nimi niezachwianej równowadze: funkcja = forma = konstrukcja. Na naszym rodzimym podwórku, jeszcze tuż po wojnie, w dobie bądź co bądź komunizmu, ta równowaga zdawała się utrzymywać. Lecz w krótkim czasie burzyć zaczęły ją totalitarne ideologie i wyrabianie norm ponad 100%, wynoszące funkcję ponad formę i podporządkowujące konstrukcję. Niszczące dla starych tkanek przestrzennych były próby udowodnienia za wszelką cenę piastowskości takich czy innych ziem oraz nie wygaszane, lecz wręcz podsycane narodowościowe antagonizmy. Obraz przestrzeni zurbanizowanej i zasiedlonej stał się odbiciem bałaganu panującego w zbiorowym umyśle społeczeństwa. Po upadku komunizmu ten bałagan nadal wylewał się beztradycyjną, bezkorzeniową, bezświadomościową formą w otaczającą nas przestrzeń. Ale taki bałagan można jeszcze opanować, można świadomość tradycji i korzeni od podstaw odbudować. Jednak wydarzyło się coś jeszcze. Otóż świat się zmienił, a antyczna równowaga nagle stała się o tyle nieaktualna, o ile niezrozumiała dla współczesnego języka i modelu świata. Nagle istotne stały się: szybkość przekazu, czytelność obrazu i jasność informacji. I temu zdaje się podporządkowywać obecna architektura i kształtowanie przestrzeni. Jeśli w jakiejś drodze jest dziura, to jest ona tak długo nieistotna, jak długo nie ogranicza strumienia przepływu. Pewne straty na przesyle są przy tym wkalkulowane i dopuszczalne. Załatanie dziury ma nie uczynić drogi piękniejszej i wygodniejszej, lecz przywrócić zakładane wskaźniki. Kowalski budując dom nie zastanawia się nad witruwiańską równowagą. Ba! W jej myśl często musiałby postawić po prostu mały, skromny domek. A Kowalski chce przekazać światu jasną, czytelną informację, że go stać na więcej. I nie dla tego, że Kowalski tak ma. Często dlatego, że obecny model społeczeństwa tego od niego wymaga. I tak próbujemy skoczyć wyżej zadka, a obrazem tego jest otaczająca nas, kształtowana przez nas przestrzeń. Jeżeli chcemy przywrócić w tym ład, to musimy najpierw wziąć się za bary sami ze sobą, nastawić na długotrwałą i bolesną terapię wymagającą wielkiej pokory. Pytanie, czy chcemy?

  20. Panie Piotrze-dziekuje za odpowiedz i przepraszam za moje „pomowienia” 😉

    A zeby tego wkurzania bylo mniej mysle,ze mieszkancy powinni miec wiecej praw w kwesti podejmowanych decyzji przez rady miejskie,a dotyczace nowej zabudowy.Pamietam,jak po katastrofie w Enschede(Holandia) mieszkancy mogli sami zdecydowac,ktora z przedlozonych wersji bedzie realizowana.Wybudowano ladne i estetyczne osiedle mieszkaniowe.W miejscu gdzie nastapil wybuch zalozono park.

  21. Panie Jacku. Dzięki za szerszy oddech. To zawsze dobrze robi każdej dyskusji, nawet jeśli nie ma zgody we wszystkich kwestiach.

  22. Na Mazurach mieszkam już dość długo, ale teraz dopiero odkrywam je na nowo. To znaczy, że chcę poznać historię regionu lepiej niż do tej pory, bo jak się okazuje zawsze można dowiedzieć się czegoś więcej. Może miejsc z tym dawnym klimatem jest już niewiele, ale jeśli ktoś chce to na pewno je znajdzie. Ja już (dopiero) wiem, że watro. Chętnie przeczytam poleconą książkę, bo jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że ja też mieszkam w domu „zabitym” przez nowoczesność i wygody.
    Myślę, że aby ludzie zdawali sobie sprawę z tego gdzie żyją i co ich otacza, powinny być prowadzone lekcje danego regionu już w szkołach podstawowych. Inaczej tak jak w moim przypadku można to odkryć kiedyś, później, albo w ogóle. Jestem przekonana też o tym, że za jakiś czas społeczeństwo zrozumie, że nie warto „tuszować” historii i zachować to co piękne, oby nie było za późno.

  23. Panie Piotrze – gratuluję tytułu ( celny) i zajęcia się tematem. Książki też, choć w ciemno ( dopiero zamówiłam), gdyż znam Pana publicystykę. Tak trzymać – należy w końcu wziąć za łeb tę hydrę bylejakości.
    Szczególnie mi bliska jest problematyka krajobrazu kulturowego Warmii i Mazur. Na rzecz tego krajobrazu nie od dzisiaj podejmujemy różne działania. Środowiskiem, w którym to realizujemy jest olsztyńskie stowarzyszenie Wspólnota Kulturowa „Borussia” ( zał. 1990). W 2000 roku rozpoczęliśmy program „Nowe życie pod starymi dachami” (rezultatem jest seria wydawnicza pod tym samym tytułem, w której ukazały się trzy publikacje, w tym min. mojego autorstwa, wspomniane prze p.Kamilę Storz „Tradycyjne budownictwo wiejskie Warmii i Mazur. Krajobrazy i formy regionalne „, 2007), od początku istnienia stowarzyszenia ukazuje się czasopismo „Borussia. Historia. Kultura.Literatura”, gdzie też znalazło się wiele tekstów poświęconych tej problematyce – polecam lekturę.
    Z borusiańskiego ducha wyrósł też konkurs architektoniczny „Twój dom – dialog z tradycją” zorganizowany w 2010 przez samorząd województwa, Narodowy Instytut Dziedzictwa oraz SARP O/Olsztyn. napłynęło 184 projekty. Celem konkursu było stworzenie oraz upowszechnienie kolekcji projektów wolnostojących domów jednorodzinnych, zgodnych z tradycją budowania na Warmii i Mazurach, a stanowiących nowoczesną kontynuację regionalnej architektury.
    Dlaczego o tym wszystkim piszę ? Otóż, po pierwsze aby podzielić się doświadczeniem. Po drugie przekonać niedowiarków, że te działania mają sens, ale tylko w perspektywie długiego trwania. Po trzecie wreszcie, ciągle szukamy sprzymierzeńców.
    Rezultatem naszego konkursu jest katalog 28 domów przygotowanych do sprzedaży. Na rynku pojawił się już rok temu, mamy sygnały że projekty są kupowane, a domy budowane. Powstają też domy wg indywidualnych projektów, ale mądrze i twórczo kontynuujące lokalna tradycję budowlaną ( w razie czego służę przykładami) . O tym wszystkim trzeba pisać, rozmawiać, promować, aby idea stawała się rzeczywistością. Czy widzi Pan jakieś możliwości zwarcia szeregów w tym konkretnie temacie ? Może po Lublinie kolejnym miastem byłby Olsztyn ? Służę na początek katalogiem, moją książką.

  24. Może na początek podeśle mi Pani kilka projektów z katalogu. Jeżeli jest na to zgoda właściciela praw, to chętnie pokażę je na blogu – tak na zachętę, bo jak uzbiera się trochę więcej pretekstów, to pomyślę o jakimś tekście w papierowej Polityce.

  25. @Iwona Liżewska
    Pani Iwono, cieszę się, że dołączyła Pani do grona komentatorów. Pani działania na rzecz „blasku w przestrzeni” są bardzo cenne, a Pani obecność na forum podkreśla tylko rangę tematu.
    Serdecznie pozdrawiam.

  26. Bardzo chętnie prześlę. Na adres redakcji „Polityki” ?
    Mam nadzieję, że uda nam się razem coś zrobić dla piękna mazurskiej i warmińskiej krainy.
    Pani Kamilo pozdrawiam.

  27. A gdyby ktoś z komentatorów zechciałby wyrobić własne zdanie na poruszony temat, podpowiadam: katalog wspomniany przez p.Iwonę Liżewską dostępny jest na stronie http://architektura.warmia.mazury.pl, gdzie można go obejrzeć w pdf. (Jaka jest szansa na to, że będzie on dostępny np. w dobrych punktach sprzedaży prasy?)
    A skoro już mówimy o lokalnych działaniach na rzecz regionalizmu i in., trzeba wspomnieć także o publikacji p. Jacka Wysockiego „Zróżnicowanie regionalne budownictwa wiejskiego Warmii i Mazur”.
    I trzecie „A”: a może sensowne byłby np. szkolenia dla urzędników odpowiedzialnych za decyzje o zabudowie? Szkolenia, podczas których nauczono by ich chociażby właściwej interpretacji zasady dobrego sąsiedztwa, a nie kroków na skróty? Może, dałoby się uwrażliwić i podbudować ich elementarne poczucie odpowiedzialności za przestrzeń publiczną? Mówię tu szczeblu gmin wiejskich. W rozmowach z urzędnikami często mam wrażenie, że nawet jeśli niekiedy chcą, to czują się bezsilni, bo nie posiadają prawnej (tę trudno zmienić) i merytorycznej (tę można zmienić) broni do walki z inwestorem „Polakiem, który potrafi”.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php