Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej

3.03.2012
sobota

Sztuka umiaru

3 marca 2012, sobota,

Architektoniczny Oscar, czyli Nagroda Pritzkera powędrowała w tym roku w ręce Chińczyka Wang Shu. Nie jestem architektem, ani krytykiem architektury, więc nie będę się mądrzył na temat walorów jego projektów i subtelności stylu. Ale podzielę się jedną na wskroś amatorską refleksją. Na początek jednak próbka z jego dorobku:

Ningbo Tengtou Case Pavilion. fot. Kimon Berlin/Wikimedia Commons

Refleksja jest następująca: bardzo mnie cieszą wybory jury Nagrody Pritzkera z ostatnich czterech lat. Przypomnę, że rok temu otrzymał ją Portugalczyk Eduardo Souto de Moura, w 2009 – Japończycy z SANAA, w 2009 – Szwajcar Peter Zumthor (mój ukochany). Wreszcie zaczęto doceniać architekturę prostą, a niekiedy wręcz minimalistyczną, elegancką, nie epatującą rozmachem i szalonymi pomysłami. A wcześniej bywało różnie. Rok 2004 – Zaha Hadid, 2005 – Tom Maine,  2007 – Richard Rogers, 2008 – Jean Nouvel. Star-architekci, których każda kolejna realizacja musiał być od razu ikoną, co najmniej lokalną, a najlepiej – międzynarodową. Krzykliwe, z mnóstwem detali, rzucające na kolana, rozedrgane. Brrr….

Co ciekawe dodatkowo, i Zumthor i Moura i Wang Shu to twórcy przede wszystkim lokalni – projektujący przede wszystkim we własnych krajach, nie ruszający na podbój świata. Odnoszący się z szacunkiem dla kontekstu kulturowego i urbanistycznego, dbający o harmonię wszystkich elementów: światła, faktury, proporcji itd. Osobiście uwielbiam taką architekturę i z ciekawością poznam opinię odwiedzających mój blog Czytelników. A na koniec jeszcze jedna realizacja laureata, tym razem potężniejsza, ale nadal nie przytłaczająca, przynajmniej mnie:Ningbo Museum. fot. Siyuwj/Wikimedia Commons

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Mamy zatem wspólne upodobania. Cenię przede wszystkim harmonię obiektu z otoczeniem, nie lubię krzykliwości, bogactwa detali, wolę czyste, proste linie. Dobrze, kiedy dzieło emanuje spokojem i elegancją.
    Uważam jednak, że nie wszystkie zrealizowane projekty gwiazdorskich architektów przyprawiają o palpitację serca. Są takie, które ‚tylko’ zapierają dech w piersiach, vide Guggenheim Museum w Bilbao Franka Gehry’ego czy zaprojektowany przez Zahę Hadid parking wielopiętrowy w Miami Beach.
    Podoba mi się rozmach takich projektów i, o czym już wspomniałam, wkomponowanie w otoczenie w taki sposób, że nie przeszkadza. Może się nie podobać, irytować, ale … staje się częścią miejsca, w którym się znajduje. To wielka sztuka …

  2. Gehry i Hadid… Świetne przykłady. Na początku byli dla mnie prawdziwym odkryciem – niekonwencjonalność, śmiałość wizji itd. Lecz z każdym rokiem, z każdym nowym projektem mój entuzjazm słabł, aż przerodził się w niechęć. Ile razy można rozsypywać krzywe klocki i sadzić jaja jedno na drugim. Wiem, sprawdzonych wzorów się nie zmienia, szczególnie gdy dostarczają dużych pieniędzy. Ale to nie ja je zarabiam i w związku z tym nie muszę się zachwycać. Wolę tych architektów, którzy każdym kolejnym projektem potrafią zaskoczyć, potrafią pokazać, że ich wyobraźnia twórcza nie zna granic. A szczególnie gdy tym nie epatują.

  3. Tak też opisałem na gorąco ten wybór w dniu jego ogłoszenia. Żadne polskie medium internetowe nie podało tak szybko tej informacji, niektórzy nie podali jej chyba wcale.
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/nagroda-pritzkera-2012-wreczona-sukces-chinskiego-,1,5040011,wiadomosc.html

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Fakt. Gazeta.pl obudziła się dwa dni później, choć ma Bryłę.

  6. Będzie trzeba się „przyjrzeć” twórczości laureata – Pritzker jest dawany chętnie za caloksztalt !
    „Odnoszący się z szacunkiem dla kontekstu kulturowego i urbanistycznego” – w Chinach buduje się na potęgę – cale miasta. Też nie licząc się z ludzmi (budowa obiektów olimpijskich) czy przyrodą – zapory wodne. Potrzeby stali zaspokojenia glodu stali budowlanej są tak duże że do dziś pamiętam film pokazujący Chińczyka który plywając malą lódeczką w porcie wylawial magnesem kawalki żelaza !!!

  7. Architektura, którą tworzy Wang Shou to prawdziwe mistrzostwo, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Podobnie jak w przypadku Zumthora, widać u niego wielki szacunek dla kontekstu mi charakteru miejsca, a także fantastyczny warsztat samej techniki. Jednak wydaje mi się, że porównywanie ich do architektury Piano, Hadid i innych nie ma wielkiego sensu i przypomina te dziecinne rozważania „kto by wygrał – tyranozaur czy czołg?”. Architektura wynikająca z kontekstu, świadoma, wrażliwa i prosta ma swoje zastosowanie, swoje naturalne terytoria – to odbudowy ubytków na zabytkowych starówkach, renowacje lub zmiany funkcji pustostanów, odbudowy zniszczonych wojnami i kataklizmami terytoriów… miejsc o znaczeniu symbolicznym. Jednak na tym architektura się nie kończy – poza tymi uroczymi miejscami mamy przecież centra biznesowe, finansowe i przemysłowe dzielnice w których wymysły star-chitektów są bardziej naturalne i właściwe. Tutaj puszcza się wodze fantazji i nie przejmuje tak bardzo „dopasowaniem”, ale wynika to ze specyfiki miejsca – a więc również z jakiegoś kontekstu. Owszem – te style migrują i opuszczają centra, czasem silnie kontrastując ze swoim otoczeniem (np. Pompidou ), ale i to zjawisko ma swoje pozytywne strony – tworzy pewną różnorodność…

  8. Broń boże, nie chcę ich odsyłać na śmietnik historii (architektury). Po prostu napisałem o tym, co mnie się podoba, a co nie. Może nie nazbyt to podkreśliłem – moje zniechęcenie dotyczył raczej powtarzalności. Herzog & de Meuron, co by nie mówić też star-architekci, robiący rzeczy wielkie i wizyjne, potrafią za każdym razem zaskoczyć, odkryć jakieś nowe architektury.

  9. Herzog & de Meuron to rzeczywiście dobry przykład, choć nie da się zaprzeczyć, że gwiazdy często popadają w powtarzalność. Gehry jest tu skrajnym przypadkiem moim zdaniem i przesadza z budowaniem kolejnych wariacji na temat Guggenheima. W Polsce na ikony jeszcze będzie czas – w chwili obecnej wciąż mamy spore problemy z konserwacją i rewitalizacją architektury „odziedziczonej”, lecz zaniedbanej i opuszczonej. W tym kontekście tegoroczna nagroda Pritzkera powinna nas inspirować.

  10. Ładne bloczki, może cegła jest z odzysku, bo w Ningbo zburzyli prawie całe stare miasto. Byłem tam pięc lat temu i właśnie szedł pod kilof obszerny i ciekawy kwartał z XVIII-go wieku, na domach były jeszcze tablice objaśniające ich historie. To co się stało w Chinach ze starą architekturą, wszędzie, nie tylko w Pekinie czy w Shanghaju, to armageddon. To tyle na temat „kontekstu.” Bardziej stosowne byłoby pojęcie wzywania „duchów” lub przypominania „cieni” budynków których już nie ma.

  11. Nawiązując do lubianego przez państwa Petera Zumthora muszę powiedzieć, że nie odbiega on daleko od całej reszty stararchitektów. Wymieniany Szwajcar zbudował sobie już prestiż przez swoje realizacje. Urosło też niewyobrażalnie jego ego. Proszę sobie wyobrazić, że ów architekt potrzebuje aż dwóch lat (!) by postanowić czy zaprojektuje budynek (w tym czasie oczywiście pobiera od domniemanego inwestora pieniądze). W ciągu dwóch lat obmyśla koncepcję i jeśli jej nie znajdzie (czytaj: jeśli nie będzie wystarczająco dobra i zaskakująca) rezygnuje z projektu (oczywiście nie oddając pieniędzy). Taka sytuacja miała niedawno miejsce niedaleko, bo w Kielcach. Peter Zumthor jest architektem z moim zdaniem aż zbyt wielkim ego. Interesuje go tylko architektura poetycka, wydumana. Zumthor w życiu nie zaprojektuje przystanku autobusowego czy sklepu z zabawkami. „Dziś wszyscy chcą pisać bestsellery a nikt nie chce pisać książek” – tak samo jest w architekturze czego jednym z najlepszych przykładów jest właśnie Zumthor. Ubolewam ponieważ właśnie ze zbyt wielkiego ego architektów (oczywiście nie tylko) za mało mamy rozmów co dzieje się między budynkami. Nie będę podkreślał co właśnie w tych przestrzeniach się dzieje.

  12. Trudno mi się zgodzić. Czy nie pomyślał Pan, że rezygnacja może być świadectwem zawodowej uczciwości: nie jestem w stanie osiągnąć najwyższego poziomu, więc rezygnuję. Gdyby był typowym star-architektem, brał by wszystko, robił wszystko, zatrudniał stu pomagierów i tylko podpisywał projekty. Inwestor ryzykuje, ale ma tego świadomość, podpisując tak, a nie inaczej skonstruowaną umowę. Nikt go nie zmusza. Oczywiście, że nie zaprojektuje przystanka autobusowego, bo od tego są początkujący architekci. Dlaczego niby mają to robić najlepsi? Taka jest droga: zaczynam od sklepu, sprawdzam się, projektuję dom jednorodzinny, sprawdzam się, projektuję nieduży biurowiec itd. Być może ma Zumthor wielkie ego (a czy bez niego można być wielkim twórcą gdziekolwiek?), ale będę się upierał, że nie jest typowym star-architektem, niespecjalnie dba o sławę, nie goni za groszem, woli pracować nad kameralnymi rzeczami u siebie w Szwajcarii. Trudno, mnie Pan nie zniechęci. Pozdrawiam

  13. Nie rozumiem dlaczego najlepsi nie mogliby projektować zwykłych rzeczy skoro właśnie te zwykłe rzeczy są dla większości najważniejsze, najwięcej ludzi ich dotyka czy korzysta z nich. Dlaczego ten geniusz ma być wykorzystywany tylko na rzeczy, nazwijmy to „z górnej półki”.
    Z kolei jeśli chodzi o to, że Zumthor nie dba o sławę i pieniądze to owszem jest to godne podziwu ale nie czyni z niego lepszego architekta (mam wrażenie, że jest to forsowane. Nie tylko na tym blogu). Chcę przez to powiedzieć, że dla mnie jego pragmatyzm jest po prostu nudny (chyba wrzucam kij w mrowisko). Nie każde dzieło architektury musi zawierać nieskończoną ilość interpretacji, być tak jak wcześniej podkreślałem poetyckie i wydumane, być dziełem sztuki.

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php