Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej

10.03.2012
sobota

Lublin – ciekawy suplement.

10 marca 2012, sobota,

Przepiękny przyczynek do dyskusji na temat: czy cywilizacja się rozwija czy zwija? A także do kilku innych dyskusji, np. „Czy historia może nas czegoś nauczyć?”, „Czy współcześnie prezydenci miast uważają, że na prawdę dobrze zarządzają powierzonym im mieniem?”. Dodam, że poniższy dokument liczy sobie już blisko 80 lat!  Życzę  miłej lektury, a pani Joannie Zętar dziękuję za przesyłkę.Z zasobów Archiwum Państwowego w Lublinie

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Dzień dobry.
    Właśnie p.Cz.Bielecki usiłuje udowodnić całej Polsce, że na architekturze, to się Gospodarz nie zna, a o urbanistyce ma pojęcie mgliste zmitologizowane. Tak w każdym bądź razie odczytałam jego recenzję książki Gospodarza. Jednakże biorąc pod uwagę maszkary, które zrealizował p.Cz.B. i jego pomysł na pomnik smoleński będący plagiatem pomnika katyńskiego z Toronto (pęknięta płyta kamienna) wielkim autorytetem w omawianej materii pan ten być nie może.
    Czy dzisiejsi zarządcy miast dbają o estetykę? Nie bardzo. Na ich usprawiedliwienie trzeba jednak powiedzieć, że nie ma u nas wypracowanych procedur ochrony przestrzeni wizualnej, miejskiej. Zupełne niemal bezhołowie w reklamach wieszanych na prywatnych budynkach i na prywatnych terenach i rozpaczliwe szukanie gotówki na remonty i liczne miejskie potrzeby, nie sprzyjają zrównoważonemu rozwojowi miast. Pustoszeją nam centra i stare enklawy opanowane przez banki i biura – wieczorami są to martwe rejony. Rabunkowe podnoszenie czynszów ruguje księgarnie, małe galerie, kawiarnie na rzecz sieciówek – kultura codzienności zamiera.
    Tylko jak z tego wybrnąć?

  2. Och, jaka ulga! Od momentu wydania książki drżałem, by mnie nie pochwalił. A serio: nigdy nie ukrywałem, że nie jestem z wykształcenia ani architektem ani urbanistą, a do spraw podchodzę z pozycji zatroskanego mieszkańca tego kraju, który po prostu rozgląda się uważnie, którego różne sprawy obchodzą i wkurzają. Pan Bielecki jest profesjonalistą. I efekt możemy podziwiać choćby w siedzibie TVP.

  3. Ponieważ architektura (i urbanistyka) to (także) sztuka/sztuki, której / których percepcja jest najbardziej powszechna, to oczywiście nikomu, nawet najmniej profesjonalnemu ich obserwatorowi, a zwłaszcza użytkownikowi (a użytkownikami przestrzeni publicznych jesteśmy przecież wszyscy, tak jak jesteśmy obserwatorami obiektów architektonicznych ją współtworzących) nie można odmówić prawa ich oceny i krytyki. Ale nawet na targu nikt (tym bardziej „zatroskany konsument”) nie porównuje jakości i ceny serdelków z ze smakiem świeżych gruszek czy suszonych moreli, a zwłaszcza z kolorem i rozmiarami np. bielizny czy skarpetek. Cieszy, że Gospodarz – jako „zatroskany mieszkaniec tego kraju” – komentuje negatywne zjawiska „wrzeszczące w przestrzeni”. Są to jednak „wrzaski” o różnym natężeniu, nawet jeśli okresowo czy lokalnie równie mocno wkurzają. Jednak stosunkowo łatwo jest posprzątać po wpychającej się wszędzie wielkogabarytowej reklamie, czy nawet „przesadzić” palmę z Alej np. do muzeum sztuki nowoczesnej, tymczasem np. bazylika w Licheniu, czy rozproszona bezplanowa zabudowa naszych przedmieść będą trwać przez wieki i przez wieki będą świadectwem (oraz zagadką dla przyszłych badaczy) swoistej „kultury” i preferencji estetycznych Polaków, którzy – jak niegdyś zauważył właśnie arch. Czesław Bielecki – podziwiają cudze, ale preferują (w większości) „życie na własnych śmieciach”. Gospodarz – moim zdaniem – podjął się bardzo ważnej misji, ale – jako nad redaktorem ważnego, wysokonakładowego pisma, (współ)kształtującego opinię publiczną (zazwyczaj z lepszym rezultatem niż fachowy żargon profesjonalistów, nie docierający do Polaków przez niszowe periodyki, czytane głównie przez ich autorów) – „ciąży nad nim” bardzo poważna odpowiedzialność za słowa, nawet te na blogu. A więc – porównujmy – porównywalne, sprzątajmy własne śmieci i nie starajmy się dalej nie zaśmiecać przestrzeni, zwłaszcza tym, co tak trudno jest uprzątnąć.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Właśnie o to chodzi, że przestrzeń publiczna jest – jak sama nazwa wskazuje – własnością publiczną, a nie własnością architektóqw i urbanistów. Od dawna ze zdziwieniem obserwuję nerwowe reakcje architektów i urbanistów na opinie nt przestzreni publicznej płynące ze strony mieszkańców. To nie tylko kompletne niezrozumienie tego czym jest społeczeństwo obywatelskie (większość tych ludzi wywodzi się z PRL i myśli po peerelowsku, chociaż wydaje im się, że są Europejczykami) ale i jakiś dziwaczny strach przed odebraniem im monopolu. Tak jakby myśleli, że im więcej takich opinii tym mniej miejsca dla nich.
    Największym atutem Gospodarza jest właśnie to, że nie jest ani urbanistą ani architektem. Bo dzięki temu gada sensownie i daje przykład mieszkańcom.

  6. Kapitalizm, kapitalizmem, a estetyka, estetyką. Kiedy jedzie się z Polski na zachód albo południe, to człowiek z zawiści żółknie, jak cytryna. Przecież Berlin to też wielka aglomeracja, przemysł, handel, węzeł komunikacyjny, a przestrzeń miejska uładzona, skwery, parki i przystanki sprzątane na bieżąco, targowiska kolorowe, pełne stoisk z winem (a pijani się nie walają po alejkach) otoczenia budynków uporządkowane. O urodzie austriackich wsi i miasteczek i mówić nie trzeba i tak dalej i dalej. Przecież to ta sama strefa środkowej Europy i wcale nie zawsze większe pieniądze. To mentalność jest inna. Dla Polaków często ważniejsza jest kolejna zmiana nazw ulic, placów i pomników niż cywilizowane otoczenia.

  7. Do Marcina M20
    No cóż, tak się sklada, że projektowanie przestrzeni publicznych – jako miejsc bardzo waznych dla społeczności lokalnych – jest, formalnie rzecz biorąc, zarezerwowane dla procedur publicznych, czyli sporządzania dokumentów planistycznych gminy (studium i planu miejscowego), a ich projekty z kolei mogą byc sporządzane tylko przez uprawnionych urbanistów (zresztą w większości architektów). Jest w tych procedurach oczywiście gwarantowana mozliwosc wypowiadania się w postaci wniosków i uwag (oraz udziału w debacie na projektami takich dokumentów wyłożonych do publicznego wglądu) przez wszystkich zainteresowanych, jednak problem w tym, że ci, którzy chętnie się wypowiadają na tego typu tematy np. na takich forach internetowych jak to, zwykle nie uczestniczą w procedurach planistycznych, zarzucając wladzom lokalnym arogancję, lekceważenie głosów mieszkańców, a projektantom tych dokumentów – np. peerelowski rodowód oraz monopolizowanie dyskusji nad przestrzeniami publicznymi. Tak własnie funkcjonuje w Polsce tzw. dyskusja publiczna na temat przestrzeni. Proponuję zmianę prawa: odebranie specjalistom uprawnień i wyłączności na projektowanie dokumentow planistycznych i przekazanie tej dziedziny amatorom z forów internetowych. Zobaczymy wówczas, jak zmieni się jakosc przestrzeni publicznych – z pewnością się poprawi, bo przecież – jak wiadomo (poza nielicznymi wyjątkami) gorzej już byc nie może.

  8. To jest właśnie świetny przykład takich nerwowych złośliwości i strachu przed opiniami spoza środowiska zawodowego.

    Ale opinie mieszkańców (jak Pan pisze amatorów) to jest po prostu koszt zawodu, który Panowie wykonujecie. Bo jak się komuś urządzi przestrzeń, to on w niej musi przebywać czy chce czy nie che. Dlatego ma prawo do głosu, publikowania książek itp. W PRL tego nie było, bo nie było wolności i między innymi stąd – jak sądzę – tak ciepło Państwo wspominacie urbanistykę z tych czasów. (tu chodzi nie o rodowód, tylko o mentalność. O to nazywanie mieszkańców amatorami, poczucie wyższości wobec nich. Zdarza się ona również świeżo upieczonym absolwentom WA PW, bo przekazujecie im Państwo to nastawienie).
    Dzisiaj już są inne realia, zatem każdy, kto działa publicznie podlega ocenie wyrażanej publicznie, więc i tak Państwo tego nie powstrzymacie. Domyślam się, że trudno się z tym pogodzić, ale w dzisiejszych czasach nie ma innego wyjścia.
    Zresztą w tym nie ma nic złego. To jest po prostu pytanie czy Państwo chcecie projektować dla kolegów po fachu czy dla tysięcy mieszkańców. Bo jeżeli to drugie to wsłuchiwanie się wgłos mieszkańców daje korzyść – nie trzeba zgadywac czego chcą tylko można to usłyszeć. Nawet jeśli wśród głosów zdarzają się niezbyt mądre, albo niczego nie wnoszące. I ta „amatorskość” jest własnie atutem, a nie słabą stroną, bo tylko w ten sposób usłyszycie Państwo coś świeżego i autentycznego. Wyjście poza środowisko wymaga odwagi, również cierpliwości – owszem, ale jest dla Państwa zyskiem, a nie stratą.

    Dezawuowanie jakości ilości wniosków i uwag do mpzp to nic innego tylko próba ochrony swego monopolu. Doskonale Pan wie ile zgłoszono uwag do Placu Defilad, ostatnio Port Praski wzbudził duże zainteresowanie. Więc nie ma co powtarzac, że ci, którzy chętnie się wypowiadają na tego typu tematy zwykle nie uczestniczą w procedurach planistycznych – to NA SZCZĘŚCIE! przestaje być prawdą. Również jakosć tych uwag – znakomicie Pan wie – nieraz jest całkiem wysoka i poprawia się.

    Poza tym to obecnie mieszkańcy działają już nie tylko formalnie. Nie wszystko musi być zadekretowane, życie jest bogatsze i tworzy przestrzenie nie czekając aż Państwo to zaplanujecie. I znów: na szczęście.

    W ogóle zainteresowanie rośnie, ludzie się uczą, sporo widzą za granicą, coraz lepiej wiedzą czego chcą. Więc nie ma czego się bać. To złamanie monopolu wcale Państwu nie zagraża, wręcz odwrotnie – możecie z tego czerpać. Wystarczy się przełamać.

  9. Lublin jest jednym z najbrzydszych miast w jakich byłem i mieszkałem. Jest okropny niemal pod każdym względem. Rzeszów, pomimo tego, że znajduje się w podobnie biednym regionie i jest miastem mniejszym, jest bardzo ładny i atrakcyjny. Lublin ma atuty turystyczne zdecydowanie lepsze niż Rzeszów, ma też duże skupisko studentów, którzy teoretycznie powinni odmładzać miasto, Rzeszów ma studentów dużo mniej. Jeśli ktoś dokładnie zauważy czym się różnią te miasta to zrozumie, że wcale nie musimy mieć aż tak super świadomego społeczeństwa, nie musimy mieć też aż tak genialnie stworzonego prawa i nie trzeba robić pompy w postaci wydawania książek o polskiej brzydocie – choć pomysł popieram i uważam za pozytywny. Jedyne co trzeba robić to umiejętnie wydawać pieniądze. Tak jak Rzeszów zainwestował w liczniki czasu przy sygnalizacji świetlnej, tak Lublin na 100 metrach drogi ładuje sygnały na każdym zjeździe, podjeździe i przejściu. Właściwie jazda przez dziurawe ( bo innych dróg Lublin nie posiada ) drogi Lublina mamy cały galimatias ruszania i zatrzymywania się – kompletny brak jakiegokolwiek pomysłu jak zagospodarować ruch w mieście. Rzeszów nigdzie nie zabrania wieszania reklam, po prostu odnawia kamienice jak tylko może aby zniechęcić do zasłaniania ich brzydoty reklamami. W lublinie kamienice mają na sobie graffiti pamiętające złote lata 90. Wiem bo sam kiedyś byłem członkiem tej kultury i wiem ile te „pisaki” na murach mają lat. Tak jak nigdzie w Polsce już nie zobaczysz „wrzutów” z lat 90 tak w Lublinie mamy wręcz muzeum. To miasto jest brzydkie dlatego, że nikt nie wydaje mądrze pieniędzy a nie dlatego, że ludzie szpecą je reklamami. W zimie nie odśnieżane, w lecie dziurawe, w parku rośnie samowola, nit nie kosi nikt nie dogląda, żule i gówniarzeria z nożami w każdym miejscu, nawet na rynku, który ma przecież takie walory turystyczne – samo się przecież nie zrobi. Rzeszów nie ma wcale więcej pieniędzy, lepszej pozycji na mapie polski ani więcej mieszkańców. Rzeszów wie, że jak zainwestuje w siebie to się lepiej sprzeda. Tutaj problemem jest wydajność władz a nie ich zmysł estetyczny. Jak ktoś tu już napisał, zajmują się nazwą ulicy a nie jej wyglądem.

  10. No i co na to Lublinianie?

  11. Owszem, Lublin nie ma szczęścia do rządzących i tym z pewnością odróżnia się od Rzeszowa. Znam oba miasta i powiem, że Lublin sporo zrobił w ostatnich latach jeśli chodzi o poprawę stanu ulic i w ogóle w układ komunikacji. Nie zgodzę się też z oskarżeniem o brak zielonych fal w sygnalizacji – wystarczy jechać zgodnie z ograniczeniami prędkości i można miasto w miarę płynnie przejechać (poza godzinami szczytu). Buduje się dużo ścieżek rowerowych. Stare Miasto wreszcie nabiera wyglądu – kolejne kamienice są remontowane. Faktem jest oczywiście że jest jeszcze dużo do zrobienia.

    Ale.. Rzeszów ładniejszy? Akurat wczoraj tam byłem. Owszem, jest trochę ładnych starych domów w okolicy Rynku, ale reszta jest szara i ponura, od lat tak samo. Liczniki czasu – owszem widywałem je na Śląsku, ale nie w Rzeszowie. Układ komunikacyjny Rzeszowa to jeden koszmar. Tu władze miasta mają jeszcze spore pole do popisu. Owszem, uważam że Rzeszów rozwija się jako aglomeracja szybciej, mając odziedziczone po PRL atuty – WSK, Zelmer, lotnisko w Jasionce, teraz jeszcze autostradę. Ale Rzeszów ładniejszy? Dlatego że ma największy na świecie pomnik waginy? 😉
    To ja zapraszam do Ogrodu Botanicznego w Lublinie.

    Pozdrawiam Rzeszowiaków – Rzeszowiacy fajni są. Mam tam przyjaciów, rozważam przeniesienie się.

  12. Wpis VPS pod względem jakości opinii plasuje się w kategorii forów dzienników lokalnych (kto czyta to wie, o czym mowa). Opinie są tak przesadzone, że aż zastanawiające, np. „jazda przez dziurawe (bo innych dróg Lublin nie posiada)”, „Lublin jest […] okropny niemal pod każdym względem”. To ci dopiero wrzask 🙂 No cóż, zapraszam do osobistej weryfikacji.

  13. Selekcjonowanie wpisów według merytorycznej zawartości byłoby z mojej strony wstępem do cenzurowania. Odrzucam tylko te, które zawierają treści obraźliwe, przekleństwa itp. Resztę pozostawiam P.T. Czytelnkom

  14. Lubelszczyzna ma dość ciekawą historię, a jej świadkami są między innymi stare dworki. Właśnie znalazłem taką oto galerię:
    http://lublin.gazeta.pl/lublin/56,85539,11312720,Mniej_znane_palace_Lubelszczyzny__czesc_2.html

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php