Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej

25.03.2012
niedziela

Pani Gronkiewicz-Waltz do sztambucha.

25 marca 2012, niedziela,

Od dawna, praktycznie od momentu inauguracji, miałem osobisty problem emocjonalno-intelektualny z parkiem fontann zbudowanym w Warszawie pod skarpą Nowego Miasta.

fot. Wistula/Wikimedia Commons

Oczywiście intrygowały mnie tłumy tam ciągnące, podobnie jak i połączenie ludycznego charakteru oferowanej tam rozrywki (tryskające fontanny + pokazy laserowy fików-mików) z pewną estetyczną elegancją architektonicznych rozwiązań przestrzeni. Pomimo powszechnych zachwytów nad tym miejscem (przerywanych niekiedy narzekaniami na koszt przedsięwzięcia) jakoś nie mogłem pojąć, dlaczego ja się nie zachwycam, dlaczego nie wędruję w tłumie, by wpatrywać się w sterowane komputerem strumienie wody i przestrzenne, wielokolorowe obrazy. Aż wreszcie pojąłem.

Oświecenie nastąpiło w trakcie prelekcji Hakona Iversena w trakcie międzynarodowej konferencji, o której wspominałem już w poprzedniej notce pomieszczonej na blogu. Otóż sympatyczny ten i niewątpliwie mający pojęcie o tym, co mówi Norweg, przedstawił w pewnym momencie swego wywodu pięć czynników, które jego zdaniem decydują (łącznie) o  tym, by daną przestrzeń publiczną uznać za dobrą.

  1. Dostępność i łączność. Chyba nienajgorsza. Wprawdzie w pobliżu nie ma gdzie zaparkować, w związku z czym Straż Miejska miewa tam prawdziwe mandatowe żniwa, ale to centrum miasta, sporo autobusów i tramwajów. Dostępność pełna, z kilku stron.
  2. Aktywność, wykorzystanie. Jak tryska – to duża, a że tryska od wiosny do jesieni, to można powiedzieć, że na 75 procent.
  3. Komfort i elastyczność. Komfort chyba spory, elastyczność także, bo widywałem tam jakieś pikniki i sceny dla występów zespołów.
  4. Wizerunek i atrakcyjność. Oj, duża. Rzecz wygląda nowocześnie, w końcu te grube miliony utopiono w tych sadzawkach. Pomoczyć stopy w gorące letnie dni – czyż to nie atrakcyjna perspektywa w mieście, gdzie zanurzenie nogi w rzece grozi co najmniej przewlekłą chorobą skóry.
  5. Sprzyjanie relacjom społecznym i bezpieczeństwo. A, i tu jesteśmy w domu. Wprawdzie brodzić tam można zbiorowo i wspólnie się zachwycać laserowym widowiskiem, ale z budowaniem relacji społecznych to miejsce niewiele ma wspólnego. Jest „zimne”, niejako wymuszające korzystanie z jego uroków w pojedynkę, bez wchodzenia w interakcje z innymi. Podobnie z bezpieczeństwem. Wprawdzie nie sądzę, by grasowali tam zboczeńcy, złodzieje, chuligani i awanturnicy, ale też bliskość szybkiej i głośnej Wisłostrady nie pozwala na poczucie prawdziwego wytchnienia i wyizolowania. Niby wokół sporo zieleni, ale bez tego poczucia przytulności, tak ważnego w podobnych miejscach.

 

I rozbierając tak analitycznie warszawski park fontann pomyślałem sobie zaczepnie: a gdzie takie miejsce spełniające wszystkie te walory w stolicy znajdę. Znalazłbym może i kilka, ale natychmiast pomyślałem o miejscu, którego już nie ma: o „Dotleniaczu” zaprojektowanym przez Joannę Rajkowską na Placu Grzybowskim.

fot. Boston9/Creative Commons

Oj, uradowałby się mister Hakon, gdyby go tam poprowadzić, oj miałby on co opowiadać w ojczystej Norwegii i krajach ościennych. Ale „Dotleniacza” nie ma, bo wyrastał on ponad wyobraźnię włodarzy miasta, których typ wrażliwości nie ogarnia tego typu przedsięwzięć. Szkoda. Tęsknię za „Dotleniaczem”, który choć skromniejszy, choć stworzony za grosze, był bez wątpienia miejscem magicznym, przyciągającym, nie dającym się nie lubić. Ale cóż, takie dziś czasy, że znacznie bliższe sercu rządzących jest efekciarstwo niż  prawdziwa duchowość.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. ta głupia baba to najgorsze co spotkało warszawe od drugiej wojny światowej

  2. Kolejna marmurowa pustynia jako manifestacja „na bogato” – taka w oczach HGW ma być przecież Warszawa. Przaśność, o której wspominał przy okazji sprawy baru prasowego burmistrz Bartelski objawia się właśnie w tym odgórnym, efekciarskim podejściu. Jak stojący nieopodal stadion – wielki, spektakularny, ogrodzony monstrualnym płotem (to jest temat!), nie nadający się do gry w piłkę. Wszystko wydmuszki. Tylko dla kogo ten pokaz?

    Niestety, straszna perspektywa jest taka, że i na kolejną kadencję Warszawiacy wybiorą HGW. Tak się kończy nieumiejętność oddzielenia lokalnego od państwowego.

  3. Moim zdaniem to miejsce jakby obrosło, jakby tam też Wisłostradę w tunel wpuścić, to byłoby nieżle. Mnie tam takie widowiska nie cieszą, ale jak są ludzie którym się podobają, to nie widzę w tym nic szpetnego, co najwyżej niezbyt wyrafinowany gust. Traktujmy to jako dobry zaczyn i domagajmy się dostępu do Wisły i ładnych bud a powstanie super przestrzeń miejska, ludyczna to prawda, ale cóż, karuzela na Bielanach to też taka rozrywka, a jak wspominamy:):):)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Jak stojący nieopodal stadion […] nie nadający się do gry w piłkę.”
    Na litość boską przestańcie już zrzędzić! Macie osobistą satysfakcję z obrzydzania wszystkiego wszystkim?
    Słuchać się tego już nie daje

  6. No, bez przesady… Raz zrzędzę – to prawda, ale zdarza mi się przecież dość regularnie chwalić. a że więcej jest do krytyki niż do pochwał – czy to moja wina?

  7. Ten stadion jakby zdjąć to białoczerwone opakowanie byłby ładniejszy.
    Czasem włączą taka iluminację, że paneli nie widać, od środka, to lepiej wygląda, industrialnie.
    Tu też gdyby zagospodarować tereny wokół, niech tam handel wraca, gastronomia, rozrywki, jest Park Skaryszewski, spacerem do centrum, to miejsce o ogromnym potencjale dla miasta, jeszcze nie zepsute choć zaniedbane inwestycyjnie. Kładka dla pieszych i rowerów by się przydała.

  8. Panie Piotrze, to nie do Pana było
    do dreamw piłem, cytat z Niego skopiowałem
    a że w liczbie mnogiej? a bo dlatego, że swoista „moda” zapanowała na marudzenie o stadionie, że sie nie nadaje (jakoś nie widziałem na inauguracji by sie nie nadawał, litości), jakby na wyścigi, jak bezwolne stado
    niektórym proponuję ograniczenie oglądania programów informacyjnych, dla zdrowia, by zanadto nie chłonąć „afer” wymyślonych na kolegiach dziennikarskich w zaciszu gabinetów (np błaha ale rozdmuchana „afera” łączności na stadionie, wystarczyły drobne poprawki i tyle)
    więcej optymizmu ludzie! 🙂
    to tyle bo nie na temat
    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php