Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej

28.03.2012
środa

Rzeczy najbrzydsze – odcinek II

28 marca 2012, środa,

 

W swojej książce „Wrzask w przestrzeni” jeden z rozdziałów poświęciłem piętnastu – subiektywnie odczuwanym – najbrzydszym elementom polskiej przestrzeni publicznej. Ta lista wywołała wiele dyskusji, a częstą uwagą, jaką słyszałem było: czy to aby wszystko, co szpetne? Nie, nie wszystko. Postanowiłem uzupełnić tamtą listę o nowe elementy. Nie wiem, czy obiektywnie najbrzydsze. Powiem tak: te, które najbardziej mnie osobiście irytują. Dziś pierwsza część suplementu, a kolejne – co kilka dni.

1. Banki i operatorzy sieci komórkowych. Czołowi mordercy niemal wszystkich centrów polskich miast. Na rynkach i głównych miejskich deptakach, czyli tam, gdzie powinny kusić knajpki, kluby, jakieś fajne sklepiki, zazwyczaj mamy wypasione szyldy i martwe witryny dziesiątek banków i wszystkich „komórkowców”. W ten sposób np. w Warszawie kompletnie odhumanizowano sympatyczny Plac Wilsona, a w Lublinie – przylegający do Starego Miasta fragment Krakowskiego Przedmieścia. W tej maksymalnie wkurzającej sytuacji jest tylko jedna, drobna, złośliwa, osobista satysfakcja. Otóż wyobrażam sobie (nie wiem czy słusznie), że mieszkańcy uciekają stamtąd gdzie pieprz rośnie, przenoszą się w bardziej przyjazne regiony, a banki dławią się swoją pychą. Bo, jakże to, spacerować wśród banków. Szkoda tylko tej, na ogół atrakcyjnej architektury, zieleni, ławeczek.  A poniższe zdjęcie, to symboliczne podsumowanie tej dominacji nad miastem.

fot. Alina Zienowicz/ Wikimedia Commons

2. Ogrodzenia. Mam tu na myśli kilka rzeczy. W miastach oczywiście słynne tzw. osiedla strzeżone (które podobno okraść wcale nie tak trudno), nie tylko odgrodzone od świata płotami, ale też często wewnątrz podzielone płotami dodatkowymi, oddzielającymi jeden budynek od drugiego! Kuriozum absolutne. Ale o tym już pisałem, więc tylko pro forma przypominam. Tymczasem równie mocno wieje grozą w terenie zabudowy jednorodzinnej. Najbardziej zabawne i lekko irytujące jest to, że wszystko zaczyna się od grodzenia. Nierzadko więc porządnie poodgradzane są kawałki pola, na których nic się przez lata nie dzieje. Ale jest brama, jest furtka i podmurówka, siatka, a niekiedy solidny metalowy płot z wypasionymi słupkami z klinkierowej cegły. A za nim – rosną zielska. Jednak najbardziej wkurzająca jest absolutnie dowolna twórczość  w tym zakresie. Płot drewniany sąsiaduje z jednej stron z siatką, z drugiej – z niemalże dworskim ogrodzenie z kutych stalowych dekorów. Zaraz obok po wersalsku przycięty żywopłot, a tuż obok – mur z betonowych płyt – jeden z najsłynniejszych symboli rodzimego obciachu estetycznego (patrz zdjęcie). Tu na czarno, tam na brązowo lub szaro. Różne wysokości, różne podmurówki itp. Groza.

fot. Marian Pudełko

Do własnego domu sprowadzałem się piętnaście lat temu. Wokół same chałupy, typowa mazowiecka wieś. Pomyślałem sobie: trzeba coś  w stylu miejsca i zafundowałem sobie rustykalne ogrodzenie z drewnianych sztachet na prostej podmurówce. I co? Przez te półtorej dekady we wsi przybyło ze trzy tuziny nowych domów. Może w 2-3 wybrano sztachety. Reszta puszy się żelaznymi zawijasami i to ja teraz nie pasuję do otoczenia!!!

3. Handlowo-usługowe budki, a właściwie zazwyczaj – budy. Rozłażą się po miastach, miasteczkach, osiedlach, jak stonka. Anektują chodniki, skwery, trawniki. Bez cienia myśli architektonicznej, bez krzty estetyki. Pisałem już o nich przy okazji prezentowania działalności stołecznej grupy M20. Pozostaje mi tylko znów odesłać czytelników do ich galerii zdjęć z dopiskiem „No comments”. Ale nie daruję sobie, by nie pokazać przynajmniej ze dwóch:

fot. Marcin Wojciechowski

fot. Marcin Wojciechowski

4. Hipermarkety i centra handlowe. I znowu handel, ale spod znaku wielkich firm. Firmy wielkie, ale badziewie takie samo. No, może bardziej udające coś, czym nie jest.

Pamiętacie Państwo jak internauci dworowali sobie z wyboru projektu architektonicznego Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie? Przydając mu w fotomontażu napis „Carrefour” czy „Tesco”. To miała być obraza i słusznie. Wybetonowane hektary parkingów i u ich zwieńczenia coś, co wygląda jak napompowana hurtownia, kontener dla wielkoluda lub przeskalowany magazyn gwoździ i młotków firmy „Schodzący paznokieć”. Gdzie się nie ruszyć straszą te koczkodany architektury. Oczywiście rzucają się w oczy, bo ich właściciele zadbali już, by stały przy najbardziej reprezentacyjnych trasach miast i miasteczek. A ich miniaturowi krewni Lidl, Biedronka czy Żabka dopełniają dzieła estetycznego zniszczenia.

fot. Omen600606/Wikimedia Commons

Wydawało się, iż nową jakość mogą wnieść tzw. centra handlowe i miasteczka handlowe oraz mega-outlety. Wniosły, ale rzadko (vide: Stary Browar czy Manufaktura) pozytywną. Zazwyczaj próbują nieudolnie nawiązywać do stylistyki Dallas ’70 świetnie znanej z serialu „Dynastia”. Pseudobogactwo, silenie się na pseudoelegancję, tandeciarskie rozumienie terminu „szyk”.  Ilekroć przejeżdżam koła warszawskiej Arkadii (a przejeżdżam niestety często), dostają jakiegoś nerwowego skurczu powiek. To przekonywanie mnie, że obcuję z czymś w wyjątkowo dobrym stylu, po prostu obraża moją inteligencję.

fot. Agatstone/WikimediaCommons

CDN – niebawem

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie Redaktorze, nie do końca mogę się zgodzić z Pana opinią: „na rynkach i głównych miejskich deptakach, czyli tam, gdzie powinny kusić knajpki, kluby, jakieś fajne sklepiki, zazwyczaj mamy wypasione szyldy i martwe witryny dziesiątek banków i wszystkich „komórkowców”. W ten sposób np. w Warszawie kompletnie odhumanizowano sympatyczny Plac Wilsona…”.
    Plac Wilsona to miejsce cały czas sympatyczne, które kiedyś faktycznie należało nie do „mieszkańców Żoliborza”, ale bardziej do banków i komórkowców, ale teraz sytuacja ulega zmianie. Pojawiło się kilka nowych sklepów, jest kawowa „Kawalerka” i jeszcze kilka miejsc czeka na zagospodarowanie. To, że Plac należy do mieszkańców było doskonale widać podczas urodzin Placu Wilsona 🙂 i wierzę, że nie były to jednostkowe zaślubiny ze społecznością mieszkańców. Mam również nadzieję, że nie powrócimy już nigdy więcej do czasów bankowo-komórkowych, czasów „słusznie minionych”. Serdecznie pozdrawiam, Grzegorz Bunda (prawie codzienny obserwator Placu Wilsona – http://oknonaplacwilsona.blogspot.com/)

  2. Ad. 1. Niedużym pocieszeniem jest ucieczka ludzi od banków. W ten sposób centra zaczynają wymierać a ludzie przenoszą się z aktywnością poza nie (zapewne do centrów handlowych). Ilekroć ogląda się liczbę placówek bankowych, można dość do wniosku, że podstawowym sposobem na zdobycie klienta, jest wyparcie piekarni z miasta. Ludzie nie będą kupować bułek, to stać ich będzie na kredyty…

    Czytałem kiedyś, że niektóre miasta bronią się przed degradacją funkcjonalności przestrzeni posiadając kamienice i przeznaczając odpowiednią liczbę lokali na funkcje, które w warunkach rynkowych nie miały by szans się utrzymać (złotnicy, pasmanterie, sklepy spożywcze). W większości miast decyduje pogląd ‚prywatne + kapitał = co my biedni możemy’. Czy są pozytywne przykłady na tym polu u nas?

    Ad. 4. Zawsze mnie fascynowało, dlaczego hipermarkety są tak niechętne komunikacji zbiorowej. Na przystanek należy iść przez parkingowe pustynie. Polecam też stronę fascynatów Lidla. Grupa zapaleńców ma ambicje sfotografować wszystkie Lidle w Europie (zwłaszcza ten „szopa z wejściem z lewej” i „szopa z wejściem z prawej”).

  3. piękne… – „Ilekroć przejeżdżam koła warszawskiej Arkadii (a przejeżdżam niestety często), dostają jakiegoś nerwowego skurczu powiek” , też tak mam często.
    Tu koszmary z Poznania -http://poznannielal.blox.pl/2011/11/Kosmici-w-moim-miescie-czyli-know-how-city.html

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Najgorsze jest to, że te obiekty powstały już po”transformacji”czyli do „blokowisk”dołożono te koszmary.Nie ma chyba przed tym ratunku:(((

  6. @ Pan Tograf

    A jakiś namiar na tę stronę możesz podać? Idea wydaje się świetna 😉

  7. Tylko, gdyby usunąć te cztery kategorie z miast to już nic z nich by nie zostało. Moja kategoria brzydoty to też dworce kolejowe i PKS.

  8. A na ten temat to wysmarowałem duży tekst do papierowej Polityki. Powinien się wkrótce ukazać. Polecam lekturę.

  9. Witam sojusznika z Poznania w boju i w cierpieniu. Poczytałem – fajne – dodaję do Ulubionych.

  10. W Polsce od dawna panuje kultura budyjska. Widać to już na XIX-wiecznych zdjęciach krakowskiego Rynku.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php