Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej

29.03.2012
czwartek

Rzeczy najbrzydsze – odcinek III

29 marca 2012, czwartek,

Czas na koszmarów w przestrzeni ciąg dalszy. Te zamieszczone w poprzedniej mojej notce „wyprodukowała” przede wszystkim III RP (no może z wyjątkiem budek z warzywami – choć dawniej było ich stosunkowo niewiele i na ogół zapędzonych na bazary). Dziś zaś będzie o reliktach przeszłości – kukułczych jajach architektury PRL-u, z którymi nie potrafiliśmy poradzić sobie po dzień dzisiejszy.

Radykałowie powiadają, że właściwie większość tej przestrzennej spuścizny należało by rozjechać buldożerami. To kwestia dyskusyjna. Natomiast nie ulega wątpliwości, że niektóre z fenomenów ówczesnej architektury zdecydowanie nie wytrzymały próby czasu i zdecydowanie nie okryły się patyną szlachetnej dojrzałości. Oto moje typy:

1. Bloki w PGR-ach. Rozsiane równomiernie po całym kraju (może najmniej ich na południu Polski) są najbardziej rażącym elementem krajobrazu urbanistycznego polskiej wsi. Wyrastające prosto w polu, bez żadnego szacunku dla tradycyjnej lokacji. Zazwyczaj dwupiętrowe, ustawione po dwa, trzy, utrzymane w minimalistycznym stylu „wczesny Gierek”. Dziś z reguły potwornie zdewastowane, z odpadającym tynkiem, pokryte liszajami brudu, wilgoci, starości. Z jeszcze bardziej zaniedbanym najbliższym otoczeniem – właściwie klepiskiem z kałużami lub tumanami kurzu (zależy od pogody). Ogromna jak cały Pan Kleks plama na honorze polityków, którzy przeprowadzali Polskę od socjalizmu do kapitalizmu, zapominając o mieszkających tam, z reguły bardzo biednych, ludziach. Ale też ogromna plama na polskim pejzażu.

PGR Rybotycze fot. Qqerim/wikimedia Commons

Jeżeli do tych mini-blokowisk dodamy osławioną polską indywidualną kostkę mieszkalną (pisałem o niej wielokrotnie, poniżej – ot tak dla przypomnienia), to mamy architektonicznej mizerii wsi rodzimej obraz pełny.

fot. Krystian Kuchta/Wikimedia Commons

2. Plomby na rynkach i ryneczkach. Kolejny wrzód, tym razem na ciele większości małych miasteczek w kraju. Z reguły najgorszego sortu, modernistyczna architektura wciśnięta między zabytkowe (a przynajmniej uroczo staroświeckie) kamieniczki, której triumf przypadł na lata 60-te i 70-te ubiegłego stulecia. Bezmyślny, arogancki gest nowej, socjalistycznej władzy powiatowej lub gminnej. Przeznaczenie: zazwyczaj tzw. dom towarowy. Niestety, nie mam żądnego zdjęcia, ale mam apel – proszę mi takowe podesłać, jeśli tylko ktoś posiada. Chciałbym pokazać kilka konkretnych przykładów.

3. Rozbabranie „wille”. Typowy przykład szpetoty, która swe korzenie ma wprawdzie w głębokim PRLu, ale doskonale ma się także we współczesnej Polsce. Najważniejszy znak szczególny – brak otynkowania. Albowiem tynk uchodził zawsze za rzecz najmniej ważną (najważniejsze było oczywiście ogrodzenie), a niekiedy nawet – za rodzaj ekstrawagancji, wyrzucania pieniędzy w błoto. Rodzaj zbędnej dekoracji. W „mojej” podwarszawskiej wsi straszy kilka takich budynków, w większości rodowodzie sprzed kilkudziesięciu lat. Żeby to jeszcze była cegła, choćby ta gorsza. Ale nie – króluje tradycyjny „pustak”, szary, obrzydliwy. Innymi najczęściej spotykanymi elementami rozbabranych domów są: balkony bez balustrad, parapety bez parapetów, schody wejściowe i podjazdy do garaży utrzymane w brutalistycznej konwencji surowego betonu. W minionych latach dwóch artystów wykonało (niezależnie od siebie) bardzo ciekawe cykle zdjęć niedokończonych domów jednorodzinnych (Pierre Grospierre i Konrad Pustoła). Ale za tymi budowlami z reguły kryły się współczesne polskie dramaty: utrata pracy, przeszacowane możliwości kredytowe, nagłe załamanie koniunktury itd. Za tymi, o których piszę kryje się zwykłe niechlujstwo, brak elementarnych potrzeb estetycznych. Jeden z moich sąsiadów sprzedał u szczytu koniunktury pod domy szmat ziemi, zarobił mnóstwo pieniędzy, świetnie wyposażył córkę, zamienił Malucha na nowego Passata, rozbudował dom, ale… nadal go nie otynkował!!! Poniżej – typowy przykład „gdzieś w Polsce”.

fot. ?/Wikimedia Commons

Oczywiście przykłady można by mnożyć. Kiedyś bardzo denerwowały mnie efekty słynnej akcji „Tysiąc szkół na tysiąclecie”. Dziś – wydaje się – nieźle wrosły w przestrzeń miast, a poza tym była to nie ta najgorsza architektura modernistyczna. Na pewno wiele złego da się powiedzieć o terenach podległych PKP (dworce i ich otoczenie, tereny wzdłuż szlaków kolejowych), ale na ten temat przygotowałem duży tekst w papierowej „Polityce” – powinien się wkrótce ukazać.

 

CDN wkrótce – będzie to ostatnia część wędrówki po brzydactwach i znowu powrócę do szpetot nowej generacji. Czekam też na Państwa typy! Może się uda z nich stworzyć i kolejne odcinki tego przygnębiającego „Leksykonu wrzasku w przestrzeni”?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. Kostki mieszkalne nie są aż takie straszne. Jeśli jest ich cała ulica – a w mojej wsi jest – do tego mają nowe tynki w rozsądnych kolorach i zadbane podwórka to nie jest tak źle. Gorzej jeśli właściciele dorobkiewicze postanowili dodać jakąś nadbudówkę/przybudówkę, wściekle różowy tynk lub dostawili obok blaszany garaż na wypasiony samochód – zaczyna się koszmar.

  2. Nie ma drzew. Właściciele kostek ich nie posadzili, bo po co zaśmiecać podwórze liśćmi? Cała ulica dość bogatych domów – zadbanych kostek, pusto poza tym, same płoty i ogrodzenia, latem grzeje słońce bez opamiętania, w czasie wiatru to już zupełnie „pustynna burza”.

  3. Dlaczego nie mogę znaleźć odcinka pierwszego?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A dlatego, że odcinkiem pierwszym był rozdział „15 brzydactw” w mojej książce „Wrzask w przestrzeni”. Był też artykuł w „Polityce” (nr 31/2010) dot. tego samego – „15 Najbrzydszych rzecz w nowej Polsce”. Do przejrzenia w internetowym archiwum Polityki (niestety linku nie można uaktywnić, bo jest bramka z logowaniem, ale wejść może każdy i bezpłatnie)

  6. Do otaczającej się brzydoty i brudu chyba jesteśmy przyzwyczajeni. Myślę o mieszkańcach nie tylko malych miasteczek i wsi ale przede wszystkim miast a szczególnie Warszawy .Ostatnio trochę drgnęło i brzydkie blokowiska otrzymaly nowe elewcje, wg mnie to działa i chociaż trochę poprawia estetykę otoczenia. Ale niebywale drażni mnie ,że przy głównych ulicach stoją rozsypujące się rudery. Nie znam statusu tych posesji ale lokalne wladze mają możliwości ustalenia wlaściciela i egzekwowania porządku na swoim terenie.

  7. Do wymienionych przykladow dorzucilabym jeszcze smietnki na osiedlach.
    Koszmarne smierdzace miejsca!!!!

  8. Myślę, ze tysiąclatki dały milionom Polaków wspólny trzon przezyć szkolnych, tak dobrych jak i złych. Ich architektura zapisała sie w narodowej psychice na długo. Były tez dobrze zlokalizowane i współgrały z osiedlami którym służyły.
    http://www.marcinduszynski.com/2012/02/tysiaclatki-czyli-1000-szkol-na-1000-lat/

  9. Ja też nie jestem wielbicielką tzw. kostki mazowieckiej, ale z tym przynajmniej da się coś – przy dobrych chęciach i zapewne odpowiednich funduszach – zrobić. Ostatnio widziałam bardzo fajną przeróbkę takiej kostki w GW. Efekt był całkiem udany. Jak dla mnie największym zgrzytem w przestrzeni są wszechobecne budy i budki usługowe. Czy tego nie można jakoś uporządkować, narzucić z góry kilka estetycznie znośnych wzorów? Czy to musi być totalna samowolka? Często jeżdżę do Ostrołęki (drogą z Warszawy na Wyszków) i niestety mam wątpliwą przyjemność „podziwiać” betonowe ogrodzenia, o których wspominał Gospodarz. Strasznie masakrują krajobraz.
    Pozdrawiam wszystkich 🙂

  10. Ja zasłyszałem legendę a może autentyczną historię na temat kostki mazowieckiej przeze mnie nazywanej również i „klocem polskim”. Ktoś mi mówił, że wiele z owych will było budowanych przez naszych dzielnych marynarzy, którzy w latach PRL częściej dysponowali dewizami a więc mogli sobie postawić dom. Bardzo często inspiracją do tego typu aktywności były wspomnienia z krajów śródziemnomorskich gdzie dominują płaskodachowe proste konstrukcje. Według marynarzy taki domek wyglądał niczym z Grecji lub z Włoch a przy tym odznaczał się niskimi kosztami budowy. Ponoć zaraza kostek przyszła z Pomorza i została też przekazana różnego rodzaju badylarzom, rzemieślnikom, „prywaciarzom”.
    Nominuję jeszcze w kategorii szkaradzieństw architekturę pomocniczą czy jak kto zwał towarzyszącą osiedlom blokowy. Są to zazwyczaj różnego rodzaju pawilony usługowo-handlowe, blaszaki, jakieś jedno piętrowe dziwolągio z podcienami, budy, garaże szeregowce częstokroć oblepione reklamami szyldami oraz ogłoszeniami.

  11. Halibut, nie znam tej historii, ale rzeczywiście na Cyprze „kostka mazowiecka” jest powszechna. Zauważyłam też, że mają tam zwyczaj budowania parteru i pozostawiania odkrytych drutów zbrojeniowych na dachu, tak żeby w razie potrzeby mozna było dobudować piętro. Dobrze że chociaz to się u nas nie przyjęło. W Grecji też trochę tego jest, ale pamiętam że na Cyprze bardzo rzuciło mi się w oczy.
    Wydaje się jednak, że zalew „kostki mazowieckiej” zawdzieczmy naszym ówczesnym władzom – była to zdaje się jedna z kilku dozwolonych opcji budowlanych.

  12. 99,99 procent obywateli RP ma poziom estetyki na poziomie chlewu -tak bardzo zakorzeniony w schemacie wschodnim (Rosja), że o standardach zachodnich (Niemcy) na najbliższe 300 lat można, po prostu, zapomnieć.
    Co najgorsze -estetyczny chlew jest w 99,9 procentach realizowany w architekturze po polsku. A jak wiadomo budynek to nie jest domek z kart, ani gazeta, czy grafika, czy też strona www, na którą bez nerwów nie da się spokojnie patrzeć, ale można taki estetyczny chlew wyrzucić do kosza i zapomnieć.
    Architektura, niestety, kłuje ludzi w oczy przez całe życie i ma b.duży wpływ na ich codzienne samopoczucie.
    Dlaczego obywatele RP są tacy smutni i nerwowi?, to między innymi wpływ otaczającej ich zabudowy.

  13. Historia rzeczywiście ładna, ale rację ma (niestety?) „housewife” – to był praktycznie jedyny tzw. nowoczesny projekt, na który przez co najmniej 25 lat władze wydawały zgodę. A propos tych drutów zbrojeniowych, o których pisze housewife… Polacy postępowali inaczej – budowali maksymalne duże domy, po czym 50 albo i 75 proc. domu pozostawiali w stanie surowym zamkniętym, też czekając na lepsze czasy, kiedy uda się to wykończyć. A te tzw. piwnice (na nie była zgoda) budowane właściwie na poziomie parteru… Dużo dałoby się opowiadać ciekawych rzeczy o zmaganiach prywatnych inwestorów z budowlaną władzą w czasach PRL-u. Jedni starali się przechytrzyć drugich, choć rodacy w tych podchodach na ogół byli górą.

  14. TU JEST PRZYKŁAD, JAK ZAŚMIECA SIĘ STARY, ZABYTKOWY RYNEK.
    I to już za nowej władzy, w PRL by tego nie wymyślili! 😉

    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/cd/Tarnowskie_G%C3%B3ry_-_Market_square_01.jpg

  15. Mało znam takich szkaradzieństw z pretensjami, jak kościoły powstające masowo w latach 90-tych. Z mojego, poznańskiego poletka i kilku najbliższych osiedli, mogę wymienić 4-ro kondygnacyjny kościół w kształcie ryby, wielką budowlę (dość płaską jednak) na planie gwiazdy 8-io ramiennej i potężną, żelbetową konstrukcję która pewnie uciekła z Linii Maginota. O reszcie zamilknę litościwie. W końcu nie znam się na tym. Ktoś to zamawiał, ktoś projektował, ktoś zatwierdzał projekt. I oni wszyscy to fachowcy, a ja szary przechodzeń…

  16. Potwornie brzydkie z czasów komuny są także garaże przyosiedlowe!

  17. Zgadzam sie z autorem, tylko mam jedno pytanie: czy nie jest koszmarem jezykowym tytul artykulu” czas (na co?) na KOSZMARY – po co ten rusycyzm, tak ostatnio powszechny, Rosjanie uzywaja czego? dopelniacza a my, Polacy, kogo co? BIERNIKA. Czas na co nie dla czego. Blagam, koszmary nie sa tylko w otaczajacym nas pejzazu. Ruskie zostawily nam okropne bledy jezykowe razem z naszymi przesiedlencami, patriotami zza Buga.

  18. @Jaruta
    Światynia Opatrzności Bożej. najbardziej kojarzy się z budowlami w trzeciej rzeszy niestety.
    Z powazaniem W.

  19. „kostki mieszkalne nie są aż tak straszne”? Są, absolutnie są. Jedno z najbardziej masowych szkaradzieństw w Polsce, obok bud. I zgadzam się, że są jednym z symboli niechlujstwa i braku elementarnych potrzeb estetycznych. Właśnie oto chodzi, to jest przyczyna. Często słyszy się głosy usprawiedliwiające taki stan rzeczy, twierdzące, że to niby brak funduszy, że ludzie nie mają pieniędzy. Nieprawda. Na samochód mają, na elektronikę do domu mają, na wesele dla córki mają – bo to są rzeczy i sprawy, na których im zależy. Nie mają kasy na tynk, który zresztą jest najtańszy, bo po prostu nie uważają żeby był potrzebny.
    Kiedy się gada z tymi ludźmi to widać, że uważają budowę za zakończoną, nie widzą problemu.

    To samo dotyczy bałaganu wokół domu – porozwalane po podwórku resztki desek, cegieł, stara wanna, stary tapczan, trochę eternitu, który jeszcze się przyda. To wszystko nie wynika z braku pieniędzy, tylko z mentalności.

    Aha, jeszcze jedno. Cieszę się, że kilka osób zauważyło szpetotę garaży w mieście, bo właśnie przygotowuję tekst o nich. Garaże – masakra!

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php