Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej

5.04.2012
czwartek

Miejskie wojny. Część I: Wróg.

5 kwietnia 2012, czwartek,

 

Wszystko wskazuje na to, że konflikt pod hasłem „Reklamy w mieście” wkroczył w nowy, jeszcze bardziej konfrontacyjny etap. Nowe przepisy o zakazie zasłaniania okien w budynkach mieszkalnych niewiele zmieniły. Po pierwsze, zawsze są jeszcze budynki niemieszkalne, których właścicieli można skusić dużymi pieniędzmi. Po drugie, masowo wykorzystuje się zapis dopuszczający zawieszenie reklam w przypadku prowadzonych remontów elewacji, balkonów czy wymiany okien. I takie fikcyjne remonty trwają latami, a zarządcy wspólnot mieszkaniowych wraz z reklamodawcami w nos śmieją się ustawodawcy.Ostatnie miesiące przyniosły kilka spektakularnych działań zarówno ze strony tych, którzy zaśmiecają publiczną przestrzeń jak i tych, którzy z tym procederem walczą. Zacznijmy od wroga. Przykładów agresywnego moszczenia się w przestrzeni publicznej jest wiele, jak choćby ogromny billboard, który stanął w Olsztynie, nieopodal murów miejskich, na terenach należących… do miasta. Jeszcze bardziej bulwersujący jest przykład słynnego domu towarowego Skarbek w Katowicach, który dla garści srebrników dał się cały opakować w gigantyczną reklamę linii lotniczych. „Przynajmniej gołębie nie niszczą nam elewacji” – cynicznie wypowiedział się przedstawiciel Spółdzielni „Społem” do której budynek należy. A zresztą, po co trudzić się handlowaniem, skoro można zarabiać jako wieszak pod reklamę.

Ale miejscem szczególnie bezczelnego panoszenia się wielkoformatowej reklamy stała się Warszawa. Praktycznie nie ma miesiąca bez kolejnej afery z kolejną gigantyczną płachtą. Często rozwieszaną nielegalnie w myśl zasady „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” Bo zawiesić można w jeden dzień, a procedury usuwania trwają latami. Najlepszym przykładem ten gigantyczny stelaż na rogu ulic Wawelskiej oraz Żwirki i Wigury:fot. Panek/Wikimedia Commons

Miejscem szczególnie ulubionym przez reklamodawców stało się ścisłe centrum miasta, okolice Al. Jerozolimskich i Marszałkowskiej. Skrzyżowanie obu tych ulic „przypomina zbieg alejek między straganami na bazarze” („Gazeta Stołeczna”). Ostatnio zawieszono wielką reklamę samochodów KIA (Al. Jerozolimskie 33), a przypomnę, że na tym samym gmachu, tyle że na sąsiedniej elewacji, do niedawna prężyła się także reklama Credit Agricole. fot. z walczącego z miejskimi reklamami profilu „Co ja pacze?” na Facebooku.

Mało tego, wszystko wskazuje na to, iż już wkrótce na stojącym obok Hotelu Novotel zawiśnie coś, co będzie miało 100×50 metrów. A to oznacza, że na tym reprezentacyjnym rondzie nie będzie już ani jednego nie zasłoniętego przez reklamę budynku.

W Internecie krąży cykl fotomontaży zatytułowanych „Gdyby Polacy zarządzali największymi miastami” (do obejrzenia choćby: tu). Jak wyglądałyby ikony architektury przejęte pod kontrolę rodzimych urzędasów. Śmieszne to, ale i smutne, bo trafia w sedno problemu – w tragiczny splot: cynizmu reklamodawców + pazerności i źle rozumianego poczucia prawa własności właścicieli nieruchomości + bezradności i bezczynności władz. Efekt? Każdy widzi.

Czy da się z tą zarazą walczyć i jak to robić: w kolejnym odcinku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Piękny tekst, tylko jest jeden problem: nie ma Pan większych problemów? Miasta nie mają większych problemów? Kraj nie ma większych problemów? Następnym razem, jak Pan będzie szukał tematu, niech Pan chociaż jakiś sąsiadów zapyta, czy jak?

    Dobrze, że Pan ostrzega, co będzie w następnym odcinku – zapewne zaoszczędzę sobie czasu, chociaż korci mnie nieco, żeby zobaczyć, co też Pan wymyślił.

    Fajny jest też tytuł – „Wróg”. Przynajmniej dobrał Pan oręż…..

  2. Każdy ma takie problemy na jakie zasługuje. Być może dla Pana (Pani?) jedynie ważne są procesy makroekonomiczne lub to, która partia będzie rządzić. Ja nie mogę znieś syfu, który na co dzień oglądam dookoła pod różnymi postaciami i – póki wolno – tym się będę zajmował. I mam wrażenie, że jednak kilka osób to jednak również obchodzi. Ale dziękuję za odwiedziny i dotrwanie w lekturze do końca.

  3. Dokładnie zgadzam się z Panem Piotrem.. Mieszkam od kilku lat za granicą, nigdzie tu nie uświadczysz płacht, stojaków ani stelaży z żadnymi reklamami…. ani w miastach ani miasteczkach i wsiach nie ma tu reklam. Jeśli wyjeżdżam poza miasto mogę podziwiać widoki gdyż nie ma żadnych reklam na drogach… Przyznaję ze gdy bywam a Polsce od razu rzucają się w oczy wstrętne płachty, natrętne ogłoszenia, nadziubane reklamy, idiotyczne hasła….. bardzo to męczące, zupełnie niestetyczne, okropne. Zastanawia mnie zawsze jak oni to robią za granicą, że nie potrzebują tego syfu ??

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Mnie bardzo denerwują bilbordy przy drogach. Jak jadę do Białegostoku czy Gdańska to po zagęszczających się reklamach poznaję, że zbliżam się do celu. Drogowskazy w tym tłumie wypatrzeć nie sposób. Jeszcze gorsze są różne świecące i mrugające neony. Nie tylko zero estetyki ale jeszcze zagrożenie dla kierowców. Jest takie skrzyżowanie w okolicy Ostowi Mazowieckiej. Tuż obok skrzyżowania hotel, żeby się nie rozpisywać całość nocą wygląda jak migająca światełkami choinka – do tego stopnia, ze nie wiadomo czy to co miga to samochód na światłach awaryjnych czy tylko element reklamy. W sumie brzydkie i niebezpieczne – gdzie jest prawo i ci, którzy powinni dbać o jego przestrzeganie?

  6. @Magdalena
    Kamyczek do ogrodka, jest w Warszawie kawałek Wisłostrady w tunelu i jak sie z niego wyjezdza w strone Czerniakowa, to jest i tak bardzo niebezpiecznie, bo wyjazd z tunelu przechodzi w calkiem ostry zakret, pas lewy (ulubiony przez polskich kierowcow) sie konczy wiec przepychanki i zajezdzanie na maksa i do tego, na ścianie prze oczmi wielka reklama. Przeciaż tam chwilowe oderwanie oczu od drogi grozi powaznym wypadkiem…

  7. Dlaczego „kamyczek do ogrodka”? Nie wiem, pochrzanily mi sie zwiazki frazeologiczne…

  8. Firmy wymienione w pana tekście dziękują za products placement.

  9. Zgadzam się z autorem. Z reklamami należy walczyć, zamieniają Polskę w jarmark. Mam pytanie: Czy ten projekt pawilonu wodnego jest ładny: http://poznan.gazeta.pl/poznan/56,36001,11492843,Dom_waz__zloty_Arsenal_i___Zobacz_projekty_pracowni.html
    Co można w nim robić? Bo odpoczywać na pewno nie. Ciasno, bez zieleni, za to z dużą ilością betonu. I na dokładkę ten pomysł, żeby tak brutalnie zamknąć przestrzeń, którą daje rzeka. Ja coraz bardziej nie rozumiem polskiej architektury.

  10. A ja im gratuluję takiego products placement.

  11. Czytam i wciąż nie mogę uwierzyć w absurdalność naszej niemocy względem tak prostego faktu.
    Przede wszystkim ze względu na fakt, iż reklama z założenia kierowana jest właśnie do nas – użytkowników ulic, mieszkańców miast, ich gości, turystów. A przecież właśnie jej nie chcemy.
    Skoro tak właśnie odbieramy ten prezent, wystarczy po prostu bojkotować produkty i marki, które zbyt agresywnie próbują wtargnąć w naszą przestrzeń, tak jak bojkotuje się spam.
    Jeśli, primo, zaczniemy skonsolidowaną strategię bojkotu, secundo, damy do zrozumienia reklamodawcom co do przyczyn bojkotu, to ten koszmar sam się skończy, bo reklama musi docierać do odbiorców w odpowiednim kontekście.
    A przekaz wystarczy dać brutalnie prosty: „Jesteśmy tak ch…wą firmą, że mamy w dupie prawo i Ciebie, drogi kliencie!”
    Czyż nie proste?

  12. Ciekawym doświadczeniem jest teraz przekraczanie granicy np. Polsko -czeskiej. Najpierw reklamy, billboardy, stosy starych opon (mających „reklamować” zakłady wulkanizacyjne) i inne potworki gwałcące przez oczy. Nagle granica i czysty relaks dla zwichrowanej estetyki.

  13. najbardziej obrzydliwe jest to, że obrzydliwy i zdebilały polski urzędas daje na te i inne miejskie and wiejskie obrzydlistwa psujące polakom nerwy dzień w dzień,
    obrzydliwe zezwolenie

  14. Od dobrych paru lat mieszkam i pracuję poza Polską (stąd i mój podpis) ale porównywalny bałagan przestrzenny i wymiociny reklamowe spotkałem jedynie w Kuwejcie, ale i tam był on ograniczony do biedniejszych dzielnic i było to związane z łapownictwem (ogromnym) oraz brakiem kontroli z drugiej strony. Teraz mieszkam i pracuję w Północnej Irlandii, która odbiega poziomem rozwoju od innych krain UK ale pod wzgledem ładu w przestrzeni daleko wyprzedza Republikę o Polsce nie wspominając. A co do reklam, to postanowiłem zgłębić temat. Każde oznakowanie widoczne z przestrzeni publicznej (nawet popularne tu nazwy domów) większe niz 0,3 m kw. wymagają zgody (consent) urzędu planowania (istnieją wytyczne jakie mają owe oznaczenia spełniać) oraz wszelkie reklamy podświetlane (bez znaczenia jak wielkie) oraz każda reklama zawieszona ponad 5 m nad ziemia wymaga zezwolenia. Nie ma znaczenia na jakiej posesji sie to znajduje i jak jest posadowiona. Ktos moze powiedziec, ze co z tego – można bez zezwolenia postawić i co, nikt mi nic nie zrobi. Ano najpierw jest ostrzeżenie i dotkliwa kara pieniężna a w wypadku recydywy – traktowane jest to jako wykroczenie i wpisywane do rejestru skazanych (Criminal Record) – co bardzo utrudnia prowadzenie biznesu, o uzyskaniu np. kredytu nie wspominając. Więc jest porządek (daleki od bogatszych krajów, ale nieporównywalny z polskim). Sytuacje takie jak z ronda Dmowskiego w Warszawie czy każdego wjazdu do wiekszego polskiego miasta są po prostu niemożliwe.

  15. Otóż sprawa nie jest aż tak prosta. Niestety! Ten blog, podobnie jak i inne tego typu miejsca gromadzą wrażliwych, wkurzonych, obserwujących. Tymczasem z badań socjologicznych wynika, że na prawdę sporej części narodu reklamy wcale nie przeszkadzają, ba, często uważają je za urozmaicenie miejskiego pejzażu! W skali masowej więc bojkot nie ma szans powodzenia. Choć mnie też by się marzył.

  16. cytat:Tymczasem z badań socjologicznych wynika, że na prawdę sporej części narodu reklamy wcale nie przeszkadzają.
    To jeszcze raz potwierdza badania OECD, ze tylko 3% moich rodaków jest zdolnych zrozumieć skomplikowane teksty, np. ponad 30% Szwedów. Jesteśmy krajem wtórnego alfabetyzmu.
    Do porządku, ładu, estetyki trzeba również dorosnąć. Ale dobrze, ze są takie osoby jak Pan, może powoli świadomość społeczna będzie się kreowała.
    Bo tak jak FAN z Belfastu, tak jest również we Francji, wydaje mi się, we wszystkich cywilizowanych krajach. Polska mi trochę przypomina Azję z lat 90.. burdel i chaos pejzażu.

  17. Czytam Pana blog od niedawna, a wszędobylskie reklamy (głównie zewnętrzne, tak jak Pana, ale również reklamy – jak ja je nazywam – „wewnętrzne”: w radiu, telewizji, internecie) bardzo mnie rozpraszają, denerwują i wprowadzają w stan agresywnej irytacji.

    Wielu osobom wydaje się, że nie można nic zrobić z reklamami, że one już są wtopione w krajobraz polskich miast i mimo, że też uważają je za szpecące, dziwią się, że ktoś o tym mówi. A mnie dziwi, że oni się dziwią.

    Ale nawet jeśli jest nas garstka (tych zirytowanych), warto zabrać głos, bo gdybyśmy milczeli, tym bardziej nic by się nie zmieniło.

  18. Co to znaczy „skomplikowany tekst”? Np. umowa z bankiem lub operatorem komórkowym? Tego rzeczywiście nie zrozumie 90% ludzi, o ile nie dostaną szału w połowie lektury czyli gdzieś w okolicach paragrafu 22 😀

  19. Problem chaosu i natłoku reklamowego jest nierozwiązywalny, nie tyle ze względu na słabosc narzędzi prawnych dotyczących tej sfery, ale ze względu na dominujace – w odniesieniu do niej – podejście większosci społeczeństwa, ktore kapitalnie zilustrował wpis Valkyrii. To nie jest ważny problem, sa problemy wazniejsze, komu to przeszkadza itd. itp. Zanik wrażliwosci estetycznej, brak zrozumienia dla takiej wrazliwosci u innych (nawet jesli są w mniejszości)powoduje, że wieksze poparcie będzie mial np. burmistrz, który będzie zarabiał na udostepnianiu ścian budynków komunalnych czy przestrzeni placów i ulic miejskich, bo będą to „łatwe” wpływy do kasy miejskiej, niż taki, który będzie dbał o wygląd miasta i dochody do budżetu „tradycyjnymi” i trudniejszymi metodami…

  20. A co by było gdyby tak ktoś podpalił te mega szmaty? mamy w stolicy tulu chuliganów, graficiarzy, wandali. Pomyślcie chłopaki, żeby podpalić te reklamowe szmaty :))

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php