Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej

10.04.2012
wtorek

O Rany!!! Ekrany!!!

10 kwietnia 2012, wtorek,

Niedawno Gazeta Stołeczna rozpoczęła ostrą batalię skierowaną przeciwko mnożącym się w Warszawie ekranom akustycznym.Kanion w Warszawie.    fot. Paranoix83/ Wikimedia Commons

Cel szlachetny, bo ulice coraz bardziej zamieniają się w kaniony, całkowicie niszcząc coś, co nazwać można miejską perspektywą.  Przedsięwzięciu nie wróżę jednak najmniejszego nawet sukcesu. I to z kilku powodów.

Po pierwsze, Przeciwnicy są rozproszeni, a zwolennicy (na ogół mieszkańcy sąsiadujących z kanionem ulic) – zjednoczeni. A każdy teoretyk wojskowości przyzna, że nawet stokrotnie większe, choć rozproszone siły nic nie wskórają na wroga nielicznego, acz dobrze zintegrowanego. Po drugie, za „kanionowcami” stoi prawo. A konkretnie niezwykle rygorystyczne zapisy (ponoć jedne z najbardziej radykalnych w Europie) dotyczące dopuszczalnego hałasu. I tak, jak olewamy tysiące innych przepisów, tak tych trzymamy się zaskakująco mocno.

Nad trzecim argumentem chciałbym pochylić się nieco dłużej i trochę go rozwinąć. Otóż stawiam tezę, że w gruncie rzeczy Polacy uwielbiają wszystko, co wiąże się z grodzeniem i zasłanianiem. Wszędzie i pod każdą postacią. A ponieważ akustyczne ekrany doskonale wpisują się w ów trend, w sumie drażnią jedynie najbardziej pryncypialnych estetów.

Skąd owa słabość się bierze? Trudno powiedzieć. Może jeszcze z odległej historii, w której świadomość ogradzającej pola miedzy, stanowiła jedną z najważniejszych wymiarów jednostkowej tożsamości i to zarówno na wsi jak i – symbolicznie – w mieście. Grodzenie podkreślało przynależność i własność, oddzielało od obcych. O murze granicznym w „Zemście” już nawet nie będę wspominał. Nastała po 1945 r. komuna dążąca do maksymalnego rozwinięcia idei własności wspólnej, paradoksalnie tylko umacniała ową potrzebę wydzielenia obszaru osobnego i własnego, podkreślenia indywidualnego  terytorium. W PRL-u mieszkańcy wielkich bloków uwielbiali montować dodatkowe kraty oddzielające piętro, korytarz, a choćby i dwa mieszkania od całej reszty. Na pewno dla bezpieczeństwa, ale też i dla „obsikania” swojego terytorium. Błyskawiczną i powszechną karierę  zrobiły w Polsce domofony (któż bez nich wyobraża dziś sobie budownictwo wielorodzinne?). Grodzono balkony i większe pokoje na dwa mniejsze. Dziś 95 proc. rodaków zaczyna stawiać dom od ogrodzenie działki. Osiedla się odgradzają, kamienice się odgradzają. Dlaczego nagle w maksymalnie pogrodzonym i poszatkowanym kraju mielibyśmy robić problem z pogrodzonych ulic?

Na tę skłonność do grodzeń nakłada się dodatkowo nasza skłonność do zasłaniania. Aż dziw bierze, że Christo jest Bułgarem, a nie naszym rodakiem. Transparentność jest obcą nam cechą, nigdy nie zrozumiemy Holendrów wystawiających salony swych skromnych jednorodzinnych domków na widok publiczny. Tak jak i Amerykanów, których wille oddziela od ulicy jedynie trawnik. My zasłaniamy się firankami, zasłonami, roletami i żaluzjami. Lubimy małe okna przez które mało widać. Działki zasłaniamy wysokimi żywopłotami, by broń boże sąsiad nie podejrzał nas na leżaku z książką w ręku, bo to przecież takie intymne… Z jednej strony uwielbiamy tandetny przepych na pokaz, z drugiej – chronimy się wstydliwie za przeróżnymi kurtynami.

Dlatego, choć jestem sercem za tymi, którzy przeciwstawiają się szaleństwu akustycznych ekranów, stwierdzam ze smutkiem: ta batalia nie ma szans. Bo my te ekrany gdzieś w głębi duszy kochamy.

Kanion w Krakowie.        Fot. Goodstuff82/Wikimedia Commons

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Ekrany to część większego problemu i warto o tym pamiętać. Oddaliśmy nasze miasta samochodom, a zabraliśmy ludziom. Teraz już dostosowujemy je tylko do potrzeb czterokołówców, a nie istot dwunożnych.

    Np. zieleń na osiedlu vs miejsce parkingowe, przestrzeń publiczna/chodnik vs parking w centrum, spokój mieszkańców vs szybkość poruszania (efekt uboczny to hałas i dopiero tutaj pojawiają się ekrany).

    Walka z ekranami to misja Don Kichota. Najpierw trzeba ustalić co zrobić z autami i naszą do nich miłością. Ścieżki rowerowe ekranów nie potrzebują, podobnie jak chodniki. Tyle, że Warszawa (jak i wiele innych miast) nie jest już miastem do chodzenia.

  2. Ekrany akustyczne to typowe zwalczanie objawów zamiast przyczyn, są naturalnym następstwem cichej i ignorowanej powszechnie sprzeczności, na której opiera się obecny model rozwoju polskich miast. Nie można mieć przestrzeni miejskiej i autostrad, mieszkańców i samochodów, sprawlu i zwartego city, hałasu i zadowolonych mieszkańców. W Polsce pielęgnuje się wszystkie „zdroworozsądkowe” idee tłumu wyborców, którzy przecież nie mają pojęcia o gospodarce przestrzennej i transporcie miejskim, efekt jest taki a nie inny.

  3. nie na temat ekranów, ale warto przeczytać, bo o polski modernizm chodzi
    http://readeatslip.com/2012/04/09/springer-zle-urodzone/

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Z tymi płotami, żywopłotami i oknami to trafił Pan w dziesiątkę. Kiedy byłem pierwszy raz w Holandii i chodziłem pod wieczór po ulicy na jednym z przedmieść Amsterdamu, zdziwiło mnie, że mają tak dużo sklepów meblowych. Dosłownie jeden za drugim. Zdziwiło mnie tylko, że na meblach nie ma kartek z cenami. Zrozumiałem dopiero, kiedy w którymś kolejnym zobaczyłem faceta siedzącego na kanapie i oglądająego telewizję.

    Ale mogę pocieszyć, że miejscowi twierdzą, że to przejaw drobnomieszczańskiej mentalności. W ten sposób mieszkańcy pokazują sąsiadom, że się porządnie prowadzą; nie chlają, nie zdradzają. A gdyby w tych gigantycznych oknach powiesili firanki, to sąsiedzi zaczeliby coś podejrzewać, a może nawet interweniować. Więc każdy kij ma dwa końce.

    Mnie jeszcze bardzie wścieka zasłanianie witryn sklepowych. Komuna zamurowała wiele witryn, albo zmniejszyła je do wielkości znaczka pocztowego (określenie Majewskiego ze Stołecznej ). A w III RP zaczęło się zaklejanie witryn folią, zasłanianie ich regałami albo czym popadnie. To jest dopiero absurd! Handel zasłania witryny, odcina się od klienta! Szczyt mentalności o której Pan pisze.

    A dla miasta to wielka szkoda, bo piękne witryny nadają miastom zachodniej Europy wielkomiejskiego wyrazu, dają życie ulicom, skłaniają ludzi do wyjścia z domu i robienia window shoppingu, nadają miastu uroku. No i rozświetlają ulice, przecież „światła wielkiego miasta” pochodzą z rozświetlonych witryn, a nie z latarń.

  6. Aha, rozpisalem się, a zapomniałem, że chciałem napisać, iż na tematekranów akustycZnych pisaliśmy niedawno w m20 tutaj: http://m20.waw.pl/centrum-ukryte-za-ekranam/
    Jest tam galeria z wizualizacjami pokazującymi jak by wyglądało centrum Warszawy z takimi ekranami. Polecam. To by był dopiero kanion! Ekrany naprzedmieściach mają jeszcze jakiś sens. Wyobrażam sobie, że ludzie wyprowadzający się na przedmieścia poszukują ciszy. Ale teraz w naszym legalistycznym kraju ktoś wystrzelił z pomysłem, żeby w centrach też ustawiać ekrany, bo podobno przepisy nie różnicują centrum – niecentrum. Ma być cisza i koniec. I podobno z tych przepisów wynika, że na Marszałkowskiej też powinny być ekrany. Więc przygotowaliśmy wizki pokazujące jak by touroczo wyglądało. No po prostu Ameryka, ale nie Nowy Jork, tylko Kolorado. Kanion Kolorado.

  7. @ Marcin M20 10 kwietnia o godz. 13:41
    „Komuna zamurowała wiele witryn, albo zmniejszyła je do wielkości znaczka pocztowego (określenie Majewskiego ze Stołecznej ).”

    Mieszkałem w wielu miastach w PRLu w tym w W-wie przez rok, przez lata podróżowałem autostopem i w delegacjach i za nic nie mogę sobie tego przypomnieć.

    Wystawy, raczej częściej nie wystawy tylko jedna, wejściowa ściana była z dużej szyby, która ciężko było zbić.
    Często miały pęknięcia, które były ściśnięte śrubą by szyba była stabilna.
    I to w malej pipidówie jak i w W-wie.

  8. ekrany to pochodna złego planowania przestrzennego w III RP. Osobiście wolę ekran i ciszę niż hałas z widokiem.

  9. Między bogiem a prawdą całą polską zabudowę 2012 trzeba by było wyburzyć i zacząć z GŁOWĄ wszystko budować od początku.
    Bo przy takim posocjalistycznym spadku i urzędniczej patologii, która bez mózgu udziela pozwoleń na budowę szarpiących nerwy koszmarów, samo wyrwanie obskurnych ekranów niczego nie zmieni w naszym codziennym odczuciu polskiego otoczenia.

  10. @ Adam 2222
    przykłady: Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście, Trębacka, ulice Starego Miasta, Senatorska i z tysiąc innych ulic. Witryny i drzwi wejściowe do lokali w parterach podczas odbudowy powojennej zmniejszano, albo zamieniano na zwykłe okna.
    Trochę o tym pisałem w ub. r. w artykule nt. współczesnych remontów w miesięczniku Stolica tu jest link: http://m20.waw.pl/stolica-salony-warszawy/

  11. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że zwolennicy są na miejscu, a przeciwnicy są rozproszeni. Czasem i sami mieszkańcy mają dość ekranów. Przy budowie tramwaju na os. Ruczaj w Krakowie mieszkańcy domagali się ekranowania hałasu za pomocą zieleni. Tymczasem zafundowano im ekrany, z których zadowoleni nie są.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php