Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej Wrzask w przestrzeni - Piotr Sarzyński o pięknie i brzydocie przestrzeni publicznej

27.09.2012
czwartek

Kontrofensywa 2

27 września 2012, czwartek,

Gdybym był człowiekiem z nadania Maciarewicza niechybnie uznałbym iż istnieje tajne sprzysiężenie centrów handlowych i banków. I jedne i drugie, to z reguły obcy kapitał. I jedne i drugie systematycznie i pospołu dożynają centra polskich miast.Jak? Centra handlowe osłabiają centra miast, odciągając z nich mieszkańców ku swym ciepłym, rozświetlonym, czystym wnętrzom. A banki dobijają – zajmując większość lokalów przy dotychczasowych głównych traktach pieszych miast.  Mając w tym poparcie sieci telefonii komórkowych i innych instytucji finansowych (np. firmy ubezpieczeniowe). A że podejrzliwy nie jestem , uważam, że mamy często po prostu krótkowzrocznych samorządowców.

Wczoraj donosiłem z frontu walki o jakość centrów naszych miast, a niechlubnym bohaterem były centra handlowe. Dziś wojennych batalii ciąg dalszy, a w roli czarnego charakteru – banki. Zacznę od autocytatu z papierowej polityki, zakładając, iż nie wszyscy musieli ją czytać (artykuł ukazał się kilka miesięcy temu):  Tradycyjne śródmiejskie przestrzenie publiczne nie tylko nie rywalizowały (z centrami handlowymi -P.S.), ale oddawały pole wręcz walkowerem. Tu nikt przecież nie zastanawiał się, jakie sklepy i usługi powinno się otworzyć, a jakie zamknąć. Wręcz przeciwnie: panował bezwzględny kult licytacji, czyli kto da więcej. I pierwsze efekty zaczęły być widoczne mniej więcej dziesięć lat temu. Powoli znikały sklepy, bary, fryzjerzy i szewcy, a pojawiały się oddziały banków i telefonii komórkowej, z rzadka przeplatane delikatesami i aptekami. W 2009 r. jeden z autorów portalu skyscrapercity.com porachował że przy liczącej 81 numerów i prowadzącej do Jasną Górę Alei Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie ma swoje siedziby  na parterach budynków 27 instytucji finansowych. „Może i każdemu wynajmującemu opłaca się mieć słono płacący za powierzchnię w centrum bank, ale gdy już wszystkie kamienice będą miały na parterze bank, to kto do śródmieścia przyjdzie?” – pytał przytomnie w dyskusji na moim blogu internauta „Pan Tograf”. W Częstochowie przyjdą, bo to główna droga do klasztoru. Ale gdzie indziej? W Poznaniu odziały banków liczyłem już osobiście – na krótkim odcinku centralnej ulicy Śródmieścia Święty Marcin (między nr 46 a 78) naliczyłem ich 18″.

Niechlubnym warszawskim przykładem był, obok n.p. Grójeckiej czy Marszałkowskiej,  m.in. Pl. Wilsona (wcześniej Plac Komuny Paryskiej, jeszcze wcześniej Plac Wilsona). Główne miejsce uroczego Żoliborza zamieniło się bowiem na przełomie wieków w gigantyczne centrum bankowe (9 różnych oddziałów). Mieszkańcy protestowali, artyści przeprowadzali happeningi. Powstał nawet blog „Plac Wilsona nie dla banków”. I oto – wedle doniesień prasy – wszystko się zmienia. Dziś są już na placu cztery kafejki i szansa na kolejne.

fot. Gophi/Wikimedia Commons

Trudno precyzyjnie rozstrzygnąć czy większa w tym zasługa władz dzielnicy czy mieszkańców, wspólnot mieszkaniowych czy samych banków, dla których przestał to być złoty interes. Tak czy inaczej, wydaje się, iż Pl. Wilsona to jaskółka wiosny. O ile bowiem z centrami handlowymi wygrać trudno, o tyle banki czy telefonie powoli będą opuszczać tradycyjne centra miast. Bo i kryzys, więc trzeba redukować. Ale też, bo większość usług przenosi się do sieci i stacjonarne placówki tracą rację bytu. Ale też dlatego, że lobby anty-bankowców potrafi być silne.

Może jestem niepoprawnym optymistą, ale wierzę, że z czasem „odbankowi się” i Św.Marcin w Poznaniu i Piotrkowska w Łodzi i Aleja Maryi w Częstochowie i wiele, wiele innych tego typu miejsc. Pytanie, czy na miejsce banków nie wskoczą jakieś inne firmy z pełnymi portfelami, ale i z gotowym patentem na odhumanizowanie okolicy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Rozsądnym kompromisem wydaje się przyjęcie tzw. modelu niemieckiego. Polega on na dopuszczeniu przez gminy lokowania siedzib banków w śródmieściu, ale tylko na I piętrach nieruchomości lub wyżej. Partery kamienic są zarezerwowane dla innych rodzajów działalności.

    Próbę wdrożenia tego rozwiązania podjęto kilka lat temu we Wrocławiu, na ulicy Ruskiej.

  2. Świetny pomysł mieli Niemcy z wypychaniem banków na piętra. Wcześniej dojrzewali. Warto się uczyć….

  3. A ulica Malczewskiego w Warszawie? Między al Niepodległości, koło Radia a jej końcem, na odcinku 200 m jest chyba z 5 banków, a w najbliższej, dość biednej okolicy i wcale nie w centrum jeszcze 3. Kto tam chodzi? Nie chce mi się wierzyć, że to nie przynosi strat. Poza tym jest jeszcze 7 aptek. Kiedyś była księgarnia, drogeria, sklepy spożywcze, nic się nie utrzymało.

  4. Wypychanie banków na pietra, jak w Niemczech, to też tylko połowiczne rozwiązanie. Jeśli to stare kamienice, to w sporym stopniu odcinają one mieszkańców mieszkajacych powyżej od ulicy. Tracą z nią bezpośredni kontakt. Podobnie dzieje sie z podwórkami. Ponadto – po 17-tej te lokale zostają zamykane, a okna traca blask. Mieszkanie w takiej okolicy nie jest dla wszystkich, np niespecjalnie dla młodych z dziecmi. Ale jest to jakaś propozycja, dla ulicy handlowej. Tyle, ze niespecjalnie pomoze to rozwiazac problem centrow handlowych wsysajacych cale zycie miasta do srodka.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php